Sybilla pisze

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Przez mroki i przez ciszęKart bożych szelest słyszę:Sybilla księgę pisze.

Nad wiecznej brzeg otchłaniSchylona groźna pani,Prorocka łuna na niej.

Twarz mądra i surowa,W zawiciu wschodniem głowa,Na ustach pieczęć słowa.

Skroń perlą zimne poty,W źrenicy grot ma złoty,Przeszywa wieków loty.

Na ludzkie pokolenia,Na radość i cierpieniaJej lice się nie zmienia.

Czy bluźni kto, czy klęka,Czy rozkosz mu, czy męka —Jej nigdy nie drży ręka.

Widziały ją tak wieki,Jak pątnik dziś daleki,Co przeszedł morza, rzeki...

Zmierzch stropem się kołysze,Pierś zgrozą starą dysze,Sybilla księgę pisze................

...Dech wezbrany żywotaPo przepaściach się miota,Szuka, kędy mu wrota.

Wyprze, wyprze je siłą,Pójdzie, gdzie go nie było,Czy straszno mu, czy miło.

Rzuci się przez błękity,Na nagie padnie szczyty,Wstyd wszelki mu odkryty.

Rzuci się przez otchłanie,Tknięta nim glina wstanie,Zakipi pożądanie.

Na jedną stworzy chwilęW drgającym — słońce — pyle,I Boga — w ziemnej bryle...

Na drugą zasię chwilęUtai się w mogile,Da wytchnąć własnej sile.

Ukaże sine licoPoczęcia błyskawicą,Aż ciała grom zeń chwycą...

A zaś ukaże licoGrobową tajemnicą,Odwróci się na nico...

A człowiek nie odgadnie,Że jedna moc nim władnie,Tu, w górze — i tam, na dnie.

I w dwojgo jego ramięWieczystą jedność złamieI czasu weźmie znamię.

I bytu mu istotaRaz będzie — jutrznia złota,Do ranka wszechżywota;

To znów mu przez cmentarzeJak widmo się ukaże,Co ludy palcem maże...

I wzleci w wiecznym pędzieNa jasnych zórz krawędzieI życiem to zwać będzie...

I spadnie w wiecznym pędzie,Na czarnej posian grzędzie,I śmiercią to zwać będzie...

A będzie mu zakrytyRuch wieczny, nad czas wzbity,Przez zmierzchy i przez świty.

Nie pozna, iż jest jedno,Czy gwiazdy mżą, czy bledną,W ogniste mknąc bezedno.

Wszechświatów wskróś ogromemPrzerzuci się atomem,A ziemię nazwie domem.

Promiona swe pogrzebieI uzna gliną siebie,Co słońcem był na niebie...

Duch jego, a nie boży,Dwoistość wszelką stworzy,Rozetnie noc od zorzy.

I złamie pierścień złotyZeślubin wszechistotyI stworzy jęk tęsknoty...

I serca jedno drżenieRozchwieje na dwa cienie,Na rozkosz i cierpienie...

I czegoś nie chciał, Królu,Jad wmiesza w plastry uluI stwórcą będzie bólu...

Aż w wielkim swym powrociePrzez polne gdzieś stokrocie,O niebios śniąc namiocie,

Jedności swej zaprzeczyZ wszechduchem wszelkiej rzeczy —Pył słońca — syn człowieczy!............

Zmierzch stropem się kołysze,Sinieją mroczne nisze,Sybilla księgę pisze...

Comments

Loading comments…