Vivarini
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
W przesłoneczny lagun ranek,W przebłękitną dnia pogodę,Do przyćmionej mnie zakrystyiWiedzie stary mój custode.
O Giudekę fala bije,Nad Giudeką słońce gore...Jakże chłodna i jak cichaTa zakrystya w »Redentore!«
Wielki brewiarz na pulpicie,Nad brewiarzem krzyż na ścianie,Ze dna sklepień poczerniałychPatrzy stare malowanie.
W mrocznych kątach wieją cienieTintoretta i Bassana;Pod oknami, roniąc wonie,Drży akacya rozechwiana.
Przez oprawne w ołów szybySłychać fali plusk perłowy,Promień słońca mży ukosemNa kościelne złotogłowy.
Rzędem kwiecą się ornaty,Kadzielnica i amfory...Jakie blaski, jakie cienie,Jakie linje i kolory!
Jak tu wszystko dawne, stare,A jak przecież wiecznie młode:Fresk spłowiały, krzyż i brewiarzI plusk fali i custode!
Lecz nad wszystko, jakżeś świeżyWpośród mroków tej świątyni,Jaką wiosną tchniesz mi w duszę,Stary mistrzu Vivarini!
Chłód i cisza dookoła,W kącie drzemie mój custode.Już raz setny po twem dzieleZachwyconem okiem wiodę.
Jaka czysta a surowa,Jaka biała a zakonna,
Siedzi w prostym swoim płaszczu,Mistrzu stary, twa Madonna!
Lico smętne, zadumane,W ustach jakby szept pacierzy,Na kolanach jej uśpioneDzieciąteczko oto leży.
Długie rzęsy, ciałko białe,Jako lilja leży wonna...Prosta, sztywna i surowa,Nie dotyka go Madonna!
Obie ręce jej złożone,Zapuszczony kwef na głowie,A z obojej stopek stronyDwaj anielscy muzyczkowie.
Muzyczkowie z nieba rodem,Piórek mało, życia wiele,Uśpionemu dzieciąteczkuNa gęślikach rzną kapelę.
Przez perłowe pluski fali,Przez poranną lagun ciszęNutki cienkie i słowiczeZe skrzypeczek onych słyszę.
Razem ze mną ich w zadumieSłucha sztywna a zakonna,W prostych fałdach swego płaszcza,Stary mistrzu, twa Madonna.
Comments
Loading comments…