W starym apsydzie
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV
W starym apsydzie mozajką się kwieciÓw duch wiosenny odległych stuleci,Co te nadziemskie rzeczy i te bożeZaklinał w kamień i kładł na nich zorzęSwych prostych wierzeń, tak cudną i świeżą,Iż do dziś rosy jutrzenne tam leżą,A komu dusza ustaje od spieki,Tu pić przylata, jak gołąb daleki.
W starym apsydzie dna świecą złociste,A na nich tron Twój, rozjemco dusz, Chryste,Co z twarzą mroczną i w ciemnych barw szacie,W wiekowej ciszy trwasz tu majestacie.Dokoła srebrnym objęły Cię wiankiemBiałe lilije naprzemian z barankiem,I gwiazdy w jasnej stanęły ozdobie,Gotowe zaraz iść i służyć Tobie.
A u Twych kolan, po dwojej ci stronieRab nędzny klęknął i mocarz w koronie;
A na tym jednym — zetlałe łachmany,A na tym drugim — z bisioru płaszcz dziany.A na tym jednym — niewoli łańcuchy,A na tym drugim — jedwabie i puchy;Ten jeden w mroku, ten drugi pod tęczą,U tronu Twego poklękli i klęczą.
A Tyś jednako opuścił Twe dłonie,Na głowę w prochu i głowę w koronie,I nad obiema upada z wysokaŁza użalenia, o Chryste, ci z okaI z równym smętkiem twarz chylisz surową,Nad tą zdeptaną i jasną tą głową...Boś Ty jest świadom, o sędzio i królu,Że rab i mocarz — jednako syn bólu!
Comments
Loading comments…