W Sykstynie

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom IV

Potęgi nadświatowejUderzył we mnie dech...Zadrżała dusza mojaOd przedwiekowych ech...I wicher mi stworzennyNa głowie podniósł włos,I wpadł mi z szumem w uszyPrzepaści wiecznych głos...

I harfą byłam drżącąI chaos na niej grałOgromną pieśń bojowąWszech duchów i wszech ciał...I harfą byłam drżącąOd tknięcia onych rąk,Co z światów tworzą hymnyWszechjęku i wszechmąk...

I serce mi stanęło,I buchnął żarem słuch,I chryzmat wziął widzeniaMdlejący we mnie duch.

I ujrzał moc żywotaI śmiercią olśnion był,I niósł się przez otchłanie,Jak skra, jak ton, jak pył...

I niósł się przez otchłanie,Rozechwian w sobie sam,Płomienną pędzon wizją,Do wiecznych bytu bram.I był zachwycon w kręgi,Gdzie wielki włada król:Utajon pod postaciąŻywota — światów ból.

Zaś wrócił się do piersiWiecznością olśnion ptakI przyniósł na swych piórachPłomiennej wizji znak...Zaś wrócił się do piersi,By mało jeszcze trwał,I echem był wszechjęku,Wszech duchów i wszech ciał.

Comments

Loading comments…