Lubelskiej młodzieży z podzięką i pozdrowieniem
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII
Godziny ciche i dnie zadumaneMiałem w tym pięknym, starym waszym grodzie;Różaność zorzy biła mi tam w ścianę,Jaskółczem skrzydłem nakrytą, o wschodzie,I pierwsze tęcze kolorów jesieniSzły w okno moje skroś sadów zieleni.
Przez lip szumiących i przez świerków głowyPatrzyły na mnie stare wasze wieżeI na Angelus głos mi swój echowyRzucały w duszę i swoje pacierze,Gdy blask miesięczny na moje podłogiSrebrnych się kłosów snopem kładł pod nogi.
I zapomniałem, wsłuchany w te szumy,Wpatrzony w starą pod oknem mem gruszę,Że są gdzieś burze na świecie i tłumyI że się do nich powrócić znów muszę...I jak ptak byłem, co zmęczony lotem,Zwiśnie w powietrzu błękitnem i złotem.
Nieraz, z piastowych krzosów budowana,Łukiem mnie swoim objęła tam brama;Nieraz mi w oczy unicka sukmanaPowiała, jako ciemna, krwawa plama,
I pokazała mi tej ziemi ranę:Dusze zgwałcone ludu i zdeptane.
Więcem w ulice szedł, jak idą ludziePrzez miejsca święte i znaczone męką,O wielkim jakimś zamyślony cudzie,O podniesionej archanielską rękąChorągwi, która gdzieś wieje w błękityKrzyżem, zrąbanym przed chatą Unity.
I zdało mi się, że wszystkie te głowyMłode, na które świeciło tam słońce,To tej chorągwi pułk jest narodowy,Mściciele męki i ludu obrońcę...I że ten hufiec praw najświętszych rośnieKu jakiejś wielkiej dni wschodzących wiośnie.
I zdało mi się, że te mury starePełne są bicia serc żywych — w swej ciszy...Że brzmi w niej okrzyk: Za wolność! Za wiarę!I że się duchy łączą towarzyszyI ręce, bratnim spojone uściskiem,Na bój, pod świętej Unji obeliskiem.
I tak odszedłem za szlakiem żórawi,Z tą wizją w duszy na tułactwa drogi...A za mną leciał głos, co błogosławiKażdy dach domu, każde domu progi,Gdzie w imię Polski dwóch w zadumie siędzieI o Ojczyźnie-Matce mówić będzie.
Więc choć przeszedłem tak pomiędzy wami,Jak cień, co mija nieznany nikomu,Pozostawiłem za tymi murami
Część duszy mojej... A w tym cichym domu,Gdziem dumał, echa po mnie się zostanąPieśnią, zaklętą w ciszę i rozwianą...
A wy odgadli, że ja będę oczyObracać ku wam z tej cudzej krainyI że mnie czarem niezbytym otoczyWspomnienie życia najcichszej godziny.A wy też chcieli, przez spójnię tajemną,Złączyć się z duszą moją i być ze mną.
Dzięki wam! Ciernia na drodze mej tyleI tyle bólu, że też mi potrzebaPrzeżyć, chociażby czasem, jasną chwilęI chociaż jeden promień ujrzeć niebaI dłoń wyciągnąć do kogoś z uściskiem,I tęsknić za czemś dalekiem — a blizkiem!
Comments
Loading comments…