Na zjazd w Kromeryżu
Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII
W kolebce braterstwa słowiańskich narodów,W prastarej ziemicy Morawy,Zejść mieli się bracia i czary wznieść miodów,Syconych z słowiańskiej dzierżawy,I gorzkim przełamać się chlebem,Gdy inny nam dzisiaj nie dany,I głośny wznieść protest przed ziemią, przed niebem,I szczęknąć w niewoli kajdany.
— »Welehrad! Welehrad!« — rozległo się wszędzie,Gdzie jęczą słowiańskie Spartaki...Wzleciały w błękity wędrowne łabędzie,By wici te ponieść na szlaki.
I serca zbudzone zabiłyNadzieją braterskiej otuchy,I poczuł niewolnik, że jeszcze ma siłyZatargać swojemi łańcuchy!
Lecz zlękły się króle i zlękły się caryTej ludów słowiańskich biesiady...I sojusz bezprawia wznowili swój staryI stare swe gwałty i zdrady.I skinął car głową pijaną,A insi pojęli to hasło...Welehrad zamknięto, rozkazy wydano,Nad rabem znów słońce zagasło!
Lecz mało im było wziąć wolność SłowianomI mało zgnieść karki narodów;Większego tryumfu zachciało się panom:W Morawie zachciało się godów!I tam, gdzie się bracia rodzeniZejść mieli, na grób Apostoła,Tam Habsburg z nowymi układy w kieszeniDłoń krwawą uścisnął Mongoła.............Przekleństwo tyranom! Przekleństwo ich tronom,Co stoją na grobach swobody!Przekleństwo tym berłom, tym krwawym koronom,Co gnębią słowiańskie narody!Po trzykroć im klątwa i wzgarda!Poznają, gdy przyjdzie godzina,Jak silne jest ramię, jak dzielna i harda,Jak bratnia jest pierś Słowianina!
Comments
Loading comments…