Pieśń Sokołów

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom VIII

Mrokiem niegdyś i smutkiem nękany,Nędzniał sokół oślepły na kole;Dziś nad lasy ojczyste i łanyPodniósł w słońce swe skrzydła sokole.

Już on nie chce być w klatce swej sytyI shańbiony żelaznem ogniwem;Już zna wolne, szerokie błękity,Już odetchnął powietrzem pól żywem.

Już nie będą mu grały te psiarnie,Co na pańskiej wodzone są smyczy;Ale pieśń go swobody ogarnie,Gdy wyleci swej szukać zdobyczy.

I nie będą go karmić chłopiętaZ pańskich stołów, z okruchów niewoli;Ale praca nasyci go święta,Co uzacnia ród jego sokoli!

Nie z rąk sługi w pstrokatej odzieży,Nie z kapturem na oczach, nie ślepy,Wolny sokół w powietrze uderzy,Targać szponem, bić dziobem w czerepy.

Nie dla pańskiej uciechy i łaski,Nie głaskany dłoniami płatnemi,Wolny sokół wyleci w dnia blaski,Po swobodę, po szczęście swej ziemi.

Nie schowany w złocistej obroży,Nie na berle noszony przez knieje,Wolny sokół uleci w świat zorzy,Po swą wiarę, po swoją nadzieję.

Już mu skrzydeł nie przytną, nie zwiążą,Już mu światła nie wyrwą z pod powiek;Tam, gdzie druhy-sokoły zakrążą,Zrywa pęta i wolnym jest człowiek.

Wracaj, panie, w zamkowe podwoje,Już łowiecka uciecha przerwana;Wolny sokół zna drogi dziś swoje,Leci w przyszłość i nie chce mieć pana.

Comments

Loading comments…