Przed odlotem (Konopnicka, 1915)

Z jaskółką czarną rzucam gniazdo moje,Wioskę zieloną...Przede mną lecą jakieś niepokojeChmurką spłoszoną...Słońce mi w drogę daje złotą smugę,Gdzie ścieżka płowa,A łąka za mną szle błękitną strugę,Szepcąc: »Bądź zdrowa!«Porzucam wszystko, idę w świat daleki!Tylkobym radaWziąć z sobą szumy srebrzyste tej rzeki,Co hucząc, spada...Przejrzysty lazur szerokiej przestrzeniI oddech wolnyI chłód tych świeżych, tych borowych cieniI kwiat ten polny...Tylkobym chciała tej brzozy płaczącejWziąć z sobą smutkiI parów, we mgłach wilgotnych dyszący,I niezabudki...Wieczorną gwiazdę, co w ciszy błękituPała milcząca...I srebrne hasła i błyski przedśwituI ten wschód słońca.Tylkobym w kielich z białego powojuRosy wziąć rada

I znane szepty lubego mi zdroju,Co przez sen gada...Echo fujarki, chrzęst kosy na łące,Piosnkę żniwiarzy...I słówko bratnie, serdeczne, gorące:»Niechaj Bóg darzy!«

Comments

Loading comments…