Rok stary (Konopnicka, 1900)
Wszystkoś nam przyniósł o roku miniony,Co czas tej smętnej ziemi przynieść może.Ranek twój wstawał różami spłoniony,Twe noce miały gwiaździste zasłony,I ciche zorze.
Nad głową twoją paliło się słońce,Lato szło w pole na zbóż grając lutni;Miałeś skowronki nadzieją dzwoniące,Przecież, gdyś zwinął już skrzydeł swych końceOdchodzim smutni.
Odchodzim smutni i patrzym po niebie,Gdzie lecisz w zmierzchy zachodu, jak ptacy,Jakbyśmy wiosny nie wzięli od ciebie,I głodni byli po zbóż twoich chlebie,Po naszej pracy.
I tak się skarżym i tak nam sieroco,I takie smętne podnoszą się głosy,
Jakby nie było w twe ranki wstać pocoJakbyś nie dawał cichego snu nocą,Ni gwiazd, ni rosy.
O, boś nie przyniósł tej żywej, tej wody,Co martwe serca pobudza do bicia,Boś nam nie przyniósł o roku, pogody,Co w piękny owoc zamienia kwiat młody,Siły — ni życia!
Dziś w nowe brzaski i w nowych dni zorze,Bez uniesienia patrzymy i wiary.I cóż — pytamy, ten rok przynieść możeTym, co w swej doli rozbitej amforze,Kwas niosą stary?
Nie przeto jednak zapieram cię w pieśni,O złota jutrznio nad ziemią żałoby!Aleśmy słabi, znużeni, boleśni,Ale nam duchy przetrawia rdza pleśni,Wrastamy w groby.
Niechaj więc spojrzy na nas Bóg w błękicie,I niech przypomni, żeśmy także syny!Niechaj nas ze snu przebudzi o świcie,Niech piersiom serca, a sercom da życie.A życiu — czyny!
Comments
Loading comments…