Szkolne przygody Pimpusia Sadełko — 4

Uściskany, opłakany,I na progu i za progiem,Został Pimpuś pensjonarzemSławnej szkoły „Pod pierogiem”.

Zrazu żal mu nieco byłoŻegnać tatę, żegnać mamę;Popłakiwał nawet sobie,Gdy zamknięto za nim bramę.

Lecz się wkrótce rozweselił,Na wysokim siadłszy stołku,Gdy zobaczył pełen talerzSmakołyków na podołku.

Mama kotka mu kupiła,Tato biczyk i piłczkę,Więc choć łza się zakręciła,To ot tylko tak... troszeczkę.

Ale państwo Sadełkowie,Ci utulić się nie mogą,I miłego jedynakaOpłakują, idąc drogą.

Już im z oczu znikła szkołaZ ogrodzeniem swem zielonem,A to on, to ona staje,By zamachać choć ogonem.

Tak ów żeglarz, gdy na łodzi,Od miłego brzegu płynie,Chustką na znak wieje białąPrzyjaciołom i rodzinie.

O nie wiedzą tego dziatki,Jaka po nich pustka głucha,Gdy do próżnej wszedłszy chatki,Matka staje, patrzy, słucha...

Słucha wiatru, co przelata,Po szerokim wiejąc świecie,Czy jej wieści nie przynosi?Czy nie tęskni miłe dziecię?

Późno w nocy siedzi, duma,Na samotnej chaty progu,Aż w opiekę odda świętąOddalone dziecię Bogu.

Comments

Loading comments…