Szkolne przygody Pimpusia Sadełko — 5

Zjadłszy swoje specyjały,Oblizał się nasz kocina,I rzekł: — Jakoś ta naukaWcale nieźle się zaczyna.

— Chwalić Boga, że rodziceDo takiej mnie dali szkoły,Gdzie prócz tańca i jedzeniaObce inne są mozoły.

— No, co prawda, już i w domuDo tegom się nie sposobił.Pytam nawet, niech kto powie,Co jabym nad książką robił?

— Muszę tylko do śpiżarniI do kuchni poznać drogę,A najpierwszym uczniem w szkoleNa mój honor, zostać mogę!

Jakoż dobrał sobie PimpuśKompanijkę tęgich kotów,I wyprawił się do kuchni,Na naukę dalszą gotów.

Biegną jeden przez drugiego,I dalejże do kucharki:— A, dzień dobry, pani Piętka!Przyszliśmy tu zajrzeć w garnki!

Pani Piętka z wałkiem stałaPrzy stolnicy pełnej ciasta.A była to popędliwaI niemłoda już niewiasta.

Jak zobaczy owe koty,Jak nie krzyknie na nich zgóry:— A leniuchy! A niecnoty!A marsz z kuchni w mysie dziury!

Jaki taki, bliższy progaUmknął zręcznie przed pogonią;A zaś reszta się spotkałaZ pani Piętki twardą dłonią.

Płacze Kizia, Sofinetka,Płacze Pimpuś nasz uczony,I ze wstydem się wynoszą,Pospuszczawszy w dół ogony.

— Ach i luby wiek dziecięcyMa swe troski i kłopoty...Dziatki moje! Mądrość życiaZdobywają we łzach koty!

Comments

Loading comments…