Usta, co we dnie (Konopnicka, 1915)

Usta, co we dnie z rozpaczą bluźniły,Bez głosu, napół otwarte goreją,Jak kwiat spalony, co nie ma już siłyPoić się rosą-nadzieją.Srebrne złudzenia i błękitne mary,Co niegdyś ducha rzeźwiły wśród znoju,Stoją przede mną, jako puste czary,Bez jednej kropli napoju!I próżno wołam: pragnę!... i daremniePodnoszę oczy w gwiaździste błękity,Z których zwątpienie odarło tajemnieCudów zachwyty...

Imię Twe, duchów uciszonych Boże,Zamknąć ust moich płonących nie może,Jak pieczęć złota...I jedno tylko, jak śmierć, smutne słowoRzuca się na nie łuną purpurową:Wieczna tęsknota!

Comments

Loading comments…