W Kartuzyi (W Burgos)

W Burgos w Kartuzji, milczenie trwaNie rok, nie dwa...W Burgos, w Kartuzji, kto ślubił ślub,Milczy, jak głaz, milczy, jak grób,Po trumny własnej wieko.

Krużgankiem idzie za mnichem mnich,A każdy — cich...Złożone ręce, spuszczony wzrok,Za mnichem mnich, za krokiem krok.Gdzieś w wieczność, gdzieś — daleko...

Niegdyś im we krwi grzmiał życia dzwonW burzliwy ton,Niegdyś im dziki huragan wyłW czeluściach mózgu, w czeluściach żył,A krzykiem drżały usta...

Wtedy się w piersi bił blady mnichOd pokus złych,Wtedy na czoło kładł trzykroć krzyż

I krzyżem padał w najcichszej z nisz,Co w mrokach tlała pusta...

Aż się nauczył, po latach prób,Milczeć — jak grób,Aż zdusił głos, aż stracił dech,Pod świętym znakiem krzyżów trzech,Aż stał się widmem cichem.

Nie miał już skrzydeł, nie miał już piór,Szumiących wtórDo pieśni życia, pieśni bez słów,Do najtajniejszych z tajemnych snów,Był doskonałym mnichem.

I szedł z innymi, za krokiem krok,Spuszczony wzrok,Ręce na piersiach, z zamkniętych wargNi szczęścia krzyk, ni poszept skarg,I ciemna twarz z asbestu...

A gdy już doszedł nad trumny zrąb,Nad grobu głąb,Niemy w nie schodził, niemy się kładł,Jak zeschły liść, co w ciszę padł,Liść niemy, bez szelestu.

Aż do Kartuzji, z dalekich pól,Przybył raz król;Z myśliwską świtą, rzucając łów,W wesołej wrzawie dzworzan i psów,Król przybył w dom milczenia...

Zabrzmiały trąby z srebrzystych blach,Rozwarł się gmach;Tętni podwórzec od mnogich stóp,

Bije w chór pieśń sławiąca łup,Struchlałe grzmią podsienia.

Drży starych tynów pożółkła biel,Drżą ściany cel,Za krokiem krok, za mnichem mnich,Idą Kartuzy z samotni swych,Z daleka gdzieś, z wieczności...

Wygasłe twarze, zmartwiały wzrok,Za krokiem krok,W milczeniu idą ślubiący ślub:— Milczeć jak głaz, milczeć jak grób —Królewskich witać gości.

I trzykroć każdy żegna się mnichOd pokus złych,Trzykroć w pokłonie pochyla sięI zgina grzbiet i głowę gnieI milczy — jak zaklęty.

Aż król: — »Przez Boga, ten jeden razRozgrzeszam was:Niech każdy słowo wypowie sweI żądość swą — i czego chce...Zaczynaj, starcze święty!« —

A stał na przedzie, jak gruszy kwiat,Przeor stu lat,Biała mu głowa niemocnie drżyOstatkiem dnia źrenica mży;Chce mówić, szuka słowa...

Wytęża pamięć aż do tych zórz,Co zgasły już...

Zimne mu poty spływają z lic,A w mózgu nic, ni w piersiach nic,Odbiegła go gdzieś mowa...

Tedy rozwarciem tłómaczy rąkSwą mękę mąk;Zaś głowę zwraca ku braciom wstecz,Niech młodsi prawią za niego rzeczDo króla — od zakonu.

Zachwiał się długi Kartuzów rząd;Stamtąd, to stąd,Rwie się, jak ptak, niepewny ruch,Tęży się wzrok, tęży się słuch,Pierś szuka głosu, tonu...

I patrzą w niebo i chylą wzrokW przyziemny mrok;W lewo, to w prawo zwraca się skroń,Szarpie różaniec nerwowo dłońI wargi drżą nerwowo.

I niemo patrzy na brata brat,Pomocy rad;Lecz z żadnych głos nie pada ust,Pusta jest pierś i mózg ich pust...Przepadło życia słowo...

A królem wstrząsnął i gniew i dziw:— »Przebóg, kto żyw,Niechaj przerzecze słowo czy dwa,Póki mi z ócz nie padnie skra,Co spali gniazdo mnisze!« —

Nizko się kłonią szeregi główI milczą znów.I jeden tylko przeleciał dźwięk:

Głuchy, zduszony, podziemny jęk,I wnet się rozwiał w ciszę...

A królem wstrząsnął i żal, i ból,I znak dał król;Śpiesznie się dwór tłoczy do bram,A król w zadumie przyzostał sam,Patrzy jak w trumny wieko...

Idą Kartuzy do uchron swych,Za mnichem mnich,Złożone ręce, spuszczony wzrok,Za mnichem mnich, za krokiem krok,Gdzieś w wieczność... Gdzieś daleko!

Comments

Loading comments…