W Weronie (Konopnicka, 1915)
Do ołtarza miłości pielgrzymuję cicha,Płomień niosąc na ustach, a w sercu tęsknotę;Na drogę moją słońce rzuca róże złote,W młodocianych winnicach przelotny wiatr wzdycha:— O Giulia!
Z daleka idę. Brzozy te białe, co stojąI płaczą w kraju moim, szeptały o tobie,A słowik, co dziś śpiewa tu, na twoim grobie,Namiętne pieśni rzucał w bezsenną noc moją,— O Giulia!
Drogę do ciebie serca wskazało mi drżenieI szmery pocałunków w powietrzu uśpionemI róża ta, co płonie rozchylonem łonem,I od skrzydeł gołębich padające cienie,— O Giulia!...
Więc tutaj, jak zraniony ptak, tęsknymi lotyDążyłam, by o kamień oprzeć senną głowęI śnić wonie jaśminów, noce księżycoweI czuć dreszcze i żary tajemnej pieszczoty,— O Giulia!...
Lecz błagam, chciej przebaczyć samotnej pątnicy,Że zamiast kwiecia, zamiast weselnego pieniaDo grobu twego niosę zadumę milczeniaI czoło pochylone i żar łez w źrenicy...— O Giulia!...
Comments
Loading comments…