W złotej kolebce...
...W złotej kolebce wiecznych zórzDuch się poczyna...W nieskończoności bożych mórzDuch się poczyna...Promień odszczepion z ogniska,Z którego stosu słońca kiedyś wstaną,W wieczyste ranoZ Boga wybłyska.
Błysnął — i w pęd uderza, uderza w lot i w ruch,Zerwał spójności pęta,W które wieczność jest wklęta —On — twórca — duch!Rozburzył głuche i bezbrzeżne morze,Rozwichrzył toń nieskończoną,Bez fal, bez dna,Gdzie wszystko trwa,A gdzie nic się nie staje i stawać nie może,Rozdarł wieczności łono,Jako rozdziera łono matki płód,I poczuł granic głódI wyrzekł — ja!A pierwsze skrzydeł jego uderzenie,Pierwsze rozjęcie piór,Stwarza bliźnięcy twór:Czasy — przestrzenie.
I powstał Czas, wszechbytów król,Bez łez, bez snu, bez litości...A z nim wstał zrodzeń i śmierci ból,Ból — skończoności...I osiadł pusty życia tronI ujął berła mocI rzucił onNa nierozbłysłe jeszcze w brzask przestrzeniePiór ducha płomienienie;I nazwał dzień i nazwał noc,I zrodził świat —Ojciec i — kat!
Comments
Loading comments…