W zaduszny dzień (Konopnicka, 1900)

Garść ziemi wezmę i klęknę u progaCmentarnej bramy w dniu onym żałoby,I wołać będę: o, proście wy BogaO wielkie groby!

O, proście Boga nie o te mogiły,Co je bluszcz stroi a kwiecie oplata,Lecz coby synom i wnukom się śniłyPrzez długie lata!

Proście wy Boga o takie kurhany,Na których orły siadają i kraczą,A wicher po nich, jękami przewiany,Błądzi tułaczo.

O takie groby proście, nad któremiSine się gwiazdy słaniają i bledną,Z których przechodzeń na pierś bierze ziemi,Choć grudkę jedną.

O polny kamień, o piasek pod głowę,O pacierz świerków, o brzóz białych cienie,O szumy lasów, o pieśni zbożowe,O pól westchnienia.

Proście wy Boga o takie mogiły,Które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości,Lecz dają sercom moc czynu, zdrój siły,I żar miłości.

I nie o marmur w napisy poryty,I nie o jasne z palmami anioły,Lecz proście Boga o wolne błękityNad swemi czoły.

Niech polna pliszka tam napój swój bierze,Niechaj was zieleń obrośnie piołunów,Ale niech matki poszyją szkaplerzeZ waszych całunów.

O proście Boga o łzy rannej rosy,O serc bijących dzwon głośny a żywy,O pieśń skowronka, co leci w niebiosyZ nad żytniej niwy.

Niechaj o grobach waszych mówią starce,Chromą na kuli opierając nogę,I niech to chłopię, co gra na fujarce,Wie do nich drogę...

Comments

Loading comments…