Wejdź! wejdź (Konopnicka, 1915)
Wejdź! wejdź wyżej!...— Tam, gdzie słońcePatrzeć nie śmie w zmierzch ten siny,
Stoją w cichą noc zaklęteZamki duchów i ruiny.Wiosna sieje tu w szczelinachDzwonki polne i sasanki —I zarzuca lekkie bluszczeNa zwalonych sal krużganki.A zimowa zawieruchaMrocznem skrzydłem w przepaść strącaSypkie żwiry z onej baszty,Co w las patrzy dumająca.Trzeszczą wtedy w sobie głazy —I wychodzą z pionu mury;A po wałach, w mgły kapturze,Chodzi ruin duch ponury.Lecz w noc cichą, w noc miesięczną,Dawne tu się budzi życie,A w orszaku mar powiewnychSłyszeć można serca bicie.Na krużgankach ognie płoną,Sine ognie — cmentarnikiI zmieszane biją głosy,I westchnienia i okrzyki.Tam, gdzie we dnie brzoza stała,Gdzie szumiały świerki czarne,Strojne damy i rycerzeRozhowory wiodą gwarne.Na mchów mokrych gobelinachKlęczą pazie jasnowłose —I z powojów białych lejąW złote czasze srebrną rosę.Pod balkonem — pieśń miłosnąRozkochany gra lutnista;Na promieniach księżycowychLeży ręka jego mglista.A nad gankiem cicho wiejeŚnieżnym rąbkiem chmurka biała,
Tam, gdzie piękna KunegundaRycerzowi uścisk dała.W samym środku wielkiej sali,Upojony uczty gwaremStoi stary lew, graf Henryk,Z pełnym ludzkich łez puharem.Właśnie wkroczył na pokojeŚwietny goniec od cesarza,Który pierś rycerza dzielnąZłotym krzyżem dziś obdarza.U wrót kędyś, na łańcuchu,Mglisty brytan rwie się, wyje...Przez powietrze idzie łkanie...Nie wiem dotąd — nie wiem, czyje!Z chat mizernych, co tu stały,Niema nawet dzisiaj prochu!Został tylko pień przegniłyI rdza na nim w pańskim lochu.I jęk ludzki i psa wyciePrzeleciały cichą falą...Na krużgankach gra muzykaI haubice z strażnic walą.Grzmią toasty: Salve! salve!Cały dwór stoi w paradzie,A miesięczny blask na basztachBaltazara zgłoski kładzie.Karzeł-trefniś, w skokach cały,Bawi damy i rycerze...Wróconemu z lochów chłopuKrwawe szmaty żona pierze.Zaszumiały tęskno liście,Wiatr przeleciał nad doliną...Cicho! Pieśni grzmią biesiadne...Cicho! Jęki ludu płyną!Księżyc skłania głowę bladą,Z jarów mgły powstają parne;
W środku sali — białej brzozieŚwierki się kłaniają czarne.
Wildstein [1882].
Comments
Loading comments…