Więc stoję tutaj...
Więc stoję tutaj na wieczności drodze,Pod światłem wielkich gwiazd, co lśnią, jak ćwieki,I woźnik ten już pochwycił za wodze,Co mnie ma powieźć w gościniec daleki...Jestem tu jeszcze, ale już przechodzę,Już zapomnienia wołają mnie rzeki,I wszystko jest już gotowe i pilne:Duch utęskniony i darnie mogilne.
Co było z ziemi we mnie, dałam ziemiI nie mam w sobie nic z piór onych bicia,Co nad drzewami latają rajskiemi,Gniazda szukając dla szczęścia i życia...Nie zbieram kłosów z pól, jako Noemi,Ni kwiatów, blizkich pełnego rozwicia...Strącone jest już gniazdo i zrąbaneDrzewo, a pola — burzami zorane...
Nie żal mi życia i nie żal mi doli,I mówię o tem bez łez, bez goryczy.
A jeśli we mnie jest ból, który boli,I jeśli we mnie jest krzyk, który krzyczy,Jeśli się z troską oglądam ku roli,Którą wichr smaga i tnie w tysiąc biczy,To nie dla siebie, nie o sen rozwiany...Tak mi dopomóż Bóg i święte rany!
Ja się nad ziemię unoszę już pióry,Co odlatują za wielkie gdzieś morze...I wiem, że za mną polecą te sznuryZórawie duchów w ten rozbrzask, w te zorze,Co świecą, choć je oczom skryją chmury,Co słońce jutra z sobą wiodą Boże...Wiem, że się duchów odezwą hejnałyKu pieśni, która wieszczyła dzień biały.
Ja nie z tych ptaków, co się gospodarnąRzeszą pod strzechy tulą, między kłosy,I do użątku złotego się garną,Gdy zmierzch zachodzi i noc sypie rosy...Ale z tych jestem, co ziemię tę czarnąKrzyczącą czynią i dają jej głosySwoje... zaś zorzy wieczorną godzinąRozpłomienione w blask lecą — i giną.
Comments
Loading comments…