Wolny najmita (Konopnicka, 1915)
Wązką ścieżyną, co wije się wstęgąMiędzy pólkami jęczmienia i żyta,Szedł blady, nędzną odziany siermięgą,Wolny najmita.
I nigdy wyraz nie był dalszym treści,Jak w zestawieniu takiem urągliwem!Nigdy nie było tak głuchej boleściW jestestwie żywem!
Rok ten był ciężki: ulewa smagałaSrebrnym swym biczem wiosenne zasiewyI ziemia we łzach zaledwie wydałaSłomę a plewy.
Z chaty, za którą zaległy podatki,Wygnany nędzarz nie żegnał nikogo...Tylko garść ziemi zawiązał do szmatkiI poszedł drogą.
W powietrzu ciche zawisły błękity,Echo fujarki z pod lasu wschód wita...Stanął i otarł łzę połą swej świty,Wolny najmita.
Wolny, bo z więzów, jakimi go przykułRodzinny zagon, gdzie pot ronił krwawy,
Już go rozwiązał bezduszny artykułTwardej ustawy...
Wolny, bo nie miał dać już dzisiaj komuŚwieżego siana pokosu u żłoba;Wolny, bo rzucić mógł dach swego domu,Gdy się podoba...
Wolny, bo nic mu nie cięży na świecie —Kosa ta chyba, co zwisła z ramienia,I nędzny łachman sukmany na grzbiecieI ból istnienia...
Wolny, bo jego ostatni sierota,Co z głodu opuchł na wiosnę, nie żyje...Pies nawet stary pozostał u płotaI z cicha wyje...
Wolny! — Wszak może iść, albo spoczywać,Albo kląć z zgrzytem tłumionej rozpaczy,Może oszaleć i płakać i śpiewać —Bóg mu przebaczy...
Może zastygnąć, jak szrony, od chłodu,Bić głową w ziemię, jak czynią szaleni...Od wschodu słońca, do słońca zachoduNic się nie zmieni.
Ubogi zagon u nędznej twej chatkiI mokrą łączkę i mszary i wrzosyObsadzi urząd... podatki! podatki!Ty idź do kosy!
Idź, idź! Opłatę do kasy wnieść trzeba,Choć jedno ziarno wydadzą trzy kłosyI choć nie zaznasz przez rok cały chleba...Idź, idź do kosy!
Czegóż on stoi? Wszak wolny, jak ptacy?Chce — niechaj żyje, a chce — niech umiera!Czy się utopi, czy chwyci się pracy,Nikt się nie spiera...
I choćby garścią rwał włosy na głowie,Nikt się, co robi, jak żyje, nie spyta...Choćby padł trupem, nikt słówka nie powie...— Wolny najmita!
Comments
Loading comments…