Z długiej się nocy (Konopnicka, 1915)

Z długiej się nocy ku światłu obrócić —Wiem, jak jest ciężką pracą, a jak twardą.Bo nam się trzeba, jak płomień, wyrzucićW górę z ogromną siłą i ze wzgardąDla tej małości, co nas chce zawrócićI zdjąć nam z czoła ostatnią myśl hardą,Myśl, co się blasków paliła koronąNad każdą głową wielką — a zelżoną,

Do tych błękitów, co stoją nad nami,Tak uciszone i tak obojętne,Z Jakóbowymi drabiny szczeblami,

Nie widzą oczy moje, we łzach mętne.Nam trzeba wzbić się własnemi skrzydłami,Gdy nas odbiegły gdzieś anioły smętne,I krwawe pióra na zorzę kłaść złotą,Jak ptaki, gnane ku słońcu tęsknotą.

Niechaj obaczy Bóg, gdy szarfy tęczyZawieszać będzie w chmurach, niech obaczy,Że w tem powietrzu uciszonem jęczyJakiś głos smętny, żałosny, tułaczy...I niech pomyśli, nim ziemi zaręczySpokój i łukiem go swoim naznaczy,Niechaj pomyśli — czy można zwać cisząCzasy, w których się takie skargi słyszą?...

A ja wam mówię, że Bóg też ma noceBezsenne, w których na gwiazdach oparty,Swe piorunowe gubi kędyś moceI patrzy cichy na świat ten rozdartyI wie, gdzie wróbel bez gniazda świegoceI jakie księżyc odprawia tu wartyNad mogiłami w rosach — duch pokutny —I patrzy na to wszystko — i jest smutny.

A ja wam mówię, że Bogu też szkodaRóży, gdy z liści osypie się cichaI drży i w błękit już nigdy nie podaWydmuchniętego z zórz jasnych kielicha...Że mu żal struny pękniętej rapsoda,Gdy łez i pieśni zdrój na niej wysycha,I zadumany jest nad ziemską bryłą,Że się tak trupio toczy z tem — co było.

Bo nie o takich marzył nędznych skonachDla róż i pieśni, dla ludów i duchówOn, co dał ziemi królewskość w koronachGwiazd i tęsknotę wiosennych podmuchów,

On, co sam morze kołysał w ramionach,Ucząc je hymnu wichrów i wybuchów,Co pulsy życia zamknął w pierś granituI moc istnienia zrównał — z żądzą bytu.

Bo nie o takich marzył on mogiłach,Co rosną zwolna, zimne i milczące...On, co rozbija światy w złotych pyłachI potrąceniem stopy gasi słońceI jednem tchnieniem ścina w globu żyłachPłomiennych żarów obiegi tętniąceI puszcze wali przy piorunów biciuI wielkiej śmierci chce — po wielkiem życiu.

Comments

Loading comments…