Z oddali (Konopnicka, 1915)
Czekajcie mnie, czekajcie mnie,Aż spadną jasne śniegi!...Może ja wrócę w mroźnej mgleNa własne, ciche brzegi...
Może w gwiaździstych szronów nocZ stygnącem w piersi tchnieniem,Przez długich tęsknot gnany moc,Przylecę choćby cieniem...
I stanę wpośród białych ścianPod jarzącymi błyski,Nie czując starych moich ran,Wskrzeszony przez uściski...
I naszych sosen wetchnę wońZ jasnej choinki dziatek...I zwiędłą, wyschłą moją dłońWyciągnę po opłatek...
O! gdzie ten dom, gdzie jest ten próg,Wysoki a lipowy,Gdziem słyszał kiedyś: »Prowadź Bóg!«Gdziem słyszał: »Bywaj zdrowy!«
Tam w śnieżnych wichrach ziemi szmat,A nad nią strzecha świeci...Słomiana strzecha naszych chat,Gdzie dusza moja leci...
O, długież noce, długie dnieMojej tułaczej jazdy!...Czekajcie mnie! Czekajcie mnie,Aż błysną pierwsze gwiazdy...
Comments
Loading comments…