Za rodziców (1922)

Bym anielskiemi umiał mówić słowy,By się z słów moich rajskie wiły kwiatki,Kiedy najdroższe polecam Ci głowy:Ojca i matki!

Jak drobny kłosek pod słońca promieniemWyrasta w ziarno do plonu, do życia,Tak ja z ich miłem na ustach imieniemRosłem z powicia.

Co wiem, czem jestem, co myślę, czem żyję,Wszystko mi przez nich objawia Twą chwałę,Źródło miłości z ich serca mi bijeNa życie całe!

Gdy ojciec dla mnie o kęs walczy chleba,Gdy matki błyśnie uśmiechem twarz blada,Wtedy Twój, Panie, z błękitów gdzieś, z nieba,Cień na mnie pada...

Wtedy to chciałbym skrzydłami lotnemiZa Twoim wielkim podążać przykazem,Wtedy to czuję, że oni na ziemiTwoim obrazem!

O, chroń mnie, Panie, bym kiedy złym czynemMiał ich zasmucić, zasępić im czoła!O spraw, niech czują, że dałeś im synemSwego anioła!

Comments

Loading comments…