Zadumane moje oczy... (Konopnicka, 1915)

...Zadumane moje oczy,Twarz schylona i zakryta,Mrok powiewa chustą ciemną...Widzę przecież, jak nade mną,Na szafirów gdzieś roztoczyZłotych astrów łan zakwita.

...Dusza moja w gwiazdach czyta...

Jakaś wielka, mglista karta,W tajemnicze runy ryta,Skroś otwiera się przede mną,Skroś przedemną jest otwarta...W izbie mojej pusto, ciemno,W zadumaniu twarz zakryta.

...Dusza moja w gwiazdach czyta...............Ziemio! Ty będziesz tak myślami bita,Jak burzliwym oceanem,Aż w polu, zorzą owianem,Ostatni kłos twego żytaW chleb się braterstwa przemieni,Pełen promieni,Który rozłamią z sobą przez lądy i wodyŚwiata narody.

Ziemio! Ty będziesz tak chłostana duchemI siedmiu wichrami jego,Które na ciebie nawałnicą puści,Że musisz dźwignąć się wszechmocnym ruchemZ prastarych orbit czeluści,Coraz wyższymi kręgi wstępując bez końcaDo najwyższego,Do kręgu słońca!............Już teraz fale myśli gdzieś z świtów nawału,Podmywają twoje brzegi,Wdzierają się w twoje właście,Na twe szczyty, w twe przepaście,Jak niecofnione zdobywców szeregi.Każda myśl wstrząsa twą starą łupiną,Każdy przypływ ideałuW pierś twą uderza,Jak fala świeża,Przygnana tchem potężnym z głębin oceanuNieskończoności!Aż kiedy przejdą wieki i czasy przeminą,Wśród radosnego peanuWszechświatła i wszechmiłości,Rozleją się potopem myśli jasne toniePo twojem łonie,I — nowa Atlantyda — w wód nowych naporzeMusisz uledz! Nad tobą będzie myśli morze!

Już teraz wstają wichry! Od kończyn gdzieś świataBurza duchów nadlata;Jedne w ogromnym pędzie,W błyskawicowym locie,Inne — jako łabędzie,W gasnącej zórz pozłocie,W szerokich łun zachodzie,Wypływające, ciche, srebrne łodzie...

Inne ledwo z chmur czasu mrokiem się wylęgłyI rogate piorunem ukazały czoła...Ale ruch wieczny już je wszystkie woła,Już je na cztery twe ponosi węgły,Już je przenika,Chwyta, jednoczy,Aż od śpiewnego gajów twych słowikaPo duch synajski, proroczy,W jedną burzę je ciśnie,W jeden grom je rozbłyśnieNad bezduszne bagniska,Nad wygasłe ogniska,Nad lodowców stalaktyty,Nad łan, zbożami okryty...

A huf duchów, rozpętanyW błyskawice, w huragany,Rozegrzmi cię w koniec z końca,Pochwyci cię, gnuśniejąca,W ruch potężny, w ruch nowy — do słońca, do słońca!............A fale przyjdą cicho i niepostrzeżenie,A duchy przyjdą, jak cienie...I mówić będą ludy bezpieczne o siebie:— »Jaki spokój na niebie!Jaki spokój na ziemi!...Odleciały gdzieś burze z wichrami swojemiI nigdy już nie wrócą bić w stojące wody!«— Tak będą mówić narody.............Ziemio! Ty będziesz tak podminowanaProchami, co leżą w tobie,Jak podścielisko wulkana!Każde ludzkie pokolenie,Co gorącem czuciem wzlataKu jutrzennym brzaskom świata,

A zaś w twem łonie składa swoje kości,Każdy wiek twój pogrzebany,Każde wielkie ludzkie serce,Co się rozsiewa w swym grobieW posiew miłości,Każda pierś, w której śpiewa przyszłych dni natchnienie,Rozpala w tobie tajemne wulkany,Widzialne zrazu w iskierce...

Aż kiedy się wyzwoli cały zaczyn śmierciNa żywota płomienisko,Buchniesz, jak krater rozerwan na ćwierci,Jak kometowe mietlisko,A z popiołów i z kurzawy,Z dymów i płomieni bicia,Z pośród gorejącej lawy,Co się rzuci łożyskiem nigdy niewidzianem,Dobędzie się zawieruchaNowego życia,Nowego ducha,I posiew gwiazd upadnie niesiewanym łanem...I uświeżona będziesz i kwitnącaPod nową jutrzenką słońca!...............Zadumane moje oczy,Twarz schylona i zakryta,Mrok powiewa chustą ciemną...Jakaś wielka, mglista kartaNa szafirów gdzieś roztoczySkroś otwiera się przede mną,Skroś przede mną jest otwarta...

Dusza moja w gwiazdach czyta.

Comments

Loading comments…