Ze starej kroniki

W starym grodzie AwinionieRaz wraz skrzypią miejskie bramy;— »Hej! Kto idzie?« — »Focejczyki!« —— »Focejczykom otwieramy!« —

Trzeszczą rygle, skrzypią liny,Ludu ciśnie się gromada...Z kupą greckich oberwańcówNad sam Rodan — Zeus spada.

Zadumiał się Rodan siwy,Podniósł z łoża srebrną głowę,A Sewenny z wielkim dziwemCzoła marszczą granitowe.

Wnet kupiecki gwar aż głuszy,Wnet cytary pełno brzęku...Słodkie wina, gładkie dziewki —W Focejczyków wszystko ręku.

Tak Awinion skacze stary,Jak ta czeladź mu przygrywa...

Z markietanów rosną pany,A z ich złota — plaga żywa!............

Przeszło czasu mało wiele,Znowu łoskot, gwałt u bramy...— »A kto idzie?...« — »Boski Cezar!«— »Cezarowi — otwieramy«.

Trzeszczą rdzawe kołowroty,Ludu tłoczy się gromada;Rzymskich orłów chmura złotaNa Awinion stary spada.

— »Ciesz się, grodzie — Cezar rzecze —Oto sługą cię swym czynię!Cyrk mieć będziesz, gladjatorów,Mimów, wieszczków i świątynie.

Odtąd słońca ty CezaraBędziesz jednym z satelitów...— W pień mi wyciąć Celtów dzikich!Zrobić miejsce dla Kwirytów!«

Z jękiem Rodan się porywa,W szumach, w pianach gniewem huka,Aż go Cezar zdeptał stopąKamiennego adweduka.

Pochyliły góry czoła,Jęczy w jarzmie Rodan stary,

Po oliwnych gajach błądząStarych Celtów krwawe mary.............

Aliści, jak wschodzi ranek,Jak jutrzenna zorza wschodzi,Taka jasność po RodanieBije z drobnej, ciemnej łodzi.

Łódź rybacza sama płynie:Ani żagla, ani wioseł,Tylko gwiazda przed nią idzie,Jasna gwiazda, złoty poseł.

Z dziwem biegną z murów straże,Biegnie naród popod bramy:— »Kto tam płynie?« — »Święci Pańscy!«— »Świętym Pańskim otwieramy!«

Wchodzi Łazarz, wchodzi Marta,Magdalena wchodzi blada,A włos złoty do stóp samychPo jej ciemnym płaszczu spada.

— »Od czego ty, wędrownico,Masz tak cudne, złote włosy?...«— »Bom otarła stopy Panu,Boskie stopy, z ziemskiej rosy«.

— »Od czego ty, wędrowniku,Taką bladość masz na sobie?«— »Bo mnie wskrzesił Pan od martwych,Gdym już trzy dni leżał w grobie«.

Uciszył się Rodan stary,Uciszył się jęk boleści...— Oto się tu przepowiadaEwangelja dobrej wieści.

W mgłach srebrzystych góry klęczą,Nowej wiosny dech powiewa,Oliwnemi latorózgiW noc miesięczną szepcą drzewa.

............

Przeszło czasu mało wiele,Słychać — goście grzmią u bramy:— »Kto tam?« — »Goty i Wandale!Sami bramę rozwalamy!«

Z czterech węgłów pożar bucha,Cztery wichry piekłem dyszą...Nakryło się miasto dymem,Nakryło się śmierci ciszą...

Skróś zarudział Rodan staryOd przelanej krwi w swym grodzie...Dotąd, kiedy słońce gaście,Czerwieni się krew ta w wodzie.

Dotąd w szumach nocą ciemnąOpowiada klęskę ową,A na harfach druidycznychWiatr gra pieśnię pogrzebową.

............

Ledwo gród podgoił rany,Już-ci goście znów u bramy:

— »A kto idzie?« - »Gallji króle!«— »Królom Gallji otwieramy!«

Idzie Klowis w złotej kapie,Idzie Gontram z świtą długą...Szczęściem — wchodzą jedną bramą,A wychodzą bramą drugą!

Jeszcze bowiem gród nie zdążyłDać wiwatu z starej kuszy,Kiedy wchodzi TeodorykI obydwu tnie przez uszy.

Szczęk oręża, tętent wozów,Rżenie koni w miasto leci...Dziś król jeden, jutro drugi,A pojutrze znowu — trzeci.

Po balkonach mieszczki stoją,Pazie nucą madrygały;Lecą kwiaty i pierścieńce,A mieszczanie klną świat cały.

— »Króle dobre po jednemu;Ale hola, gdy dwóch razem!A już we trzech, to jak gdybyśWziął po grzbiecie tęgim płazem!...«............

Ledwie że się za ostatnimZatrzasnęły grodu bramy,Krzyk, szczęk, tumult: — »Saraceny!«— »Zdajcie miasto!« — »Nie! Nie zdamy«!

Stoi Jussuf dzień i drugi,Krzywą szablą w mur kołacze...Błogosławi matka syna,Za krosnami siostra płacze...

Na śmierć idą bohatery:— »Puść już, matko!... Nie płacz, siostro!«Idą... A gród stary bierzeGodło: »Unguibus et Rostro«.

Wyszła garstka młodzi z miastaI zginęła w złotym pyle...Wszedł Saracen, lecz w krwi własnejPrzebrnął nowe Termopile.

Więc Awinion stary wyryłDumny napis u swej bramyNa cześć młodych bohaterów:— »Otwieracie?« — »Umieramy!«............

Z szumem, z hukiem Rodan płynie,Po celtyckich głazach spadaI pątnicy zadumanejSławne dzieje opowiada.

Comments

Loading comments…