Zeszlij nam, Panie (Konopnicka, 1915)
Zeszlij nam, Panie, z czarnego klęsk dworu,Zamykanego na rdzą krwawe klucze,Raczej sinego anioła pomoru,Co ma u zwiędłych ramion skrzydła kruczeI jak nietoperz, albo nocne ptaki,Lata nad ziemię lotami cichemi,Bladych upiorów werbując orszakiI psy wyć ucząc, gdy chaty oniemi…
Zeszlij nam raczej z przepaści twych głębiDucha, co trzyma związane rzek końce,Jak trzepocących się skrzydła gołębi,A gdy je puści, to lecą, szumiące,I piór swych bystrych srebrzyste całunyWloką przez pola, kurhany, piołuny,Chrzcząc je straszliwym chrztem — i bez imienia,Lub dając imię — pustki i zniszczenia…Zeszlij nam raczej mglistego anioła,Co dmucha w kłosy puste, jak we fletnie,I w ziemię kładzie dziatki małoletnieI — »chleba!« — skrzypem komór pustych wołaI we łzach macza każdą łyżkę strawyI nie jest z jasnych aniołów, lecz — krwawy…Zeszlij nam raczej pełnego skier ducha,Co z trzaskiem w cichem powietrzu wybucha,Jak pękająca meteorów raca,A potem cały dziwnie się wyzłacaI z włosów strząsa gorące popiołyI jak ptak siada płonący na drzewaI w czarne pióra dymu się odziewaI leci, jako strącone anioły,W gruzów i ruin i rozwalisk prochy,Dziwnymi jęki zawodząc i szlochy…Zeszlij nam raczej wszystkie Twoje klęski,Niechaj tu chodzim, jak hufiec męczeński,Bladzi od płaczu — i od smutków mgliści:Lecz odejm od nas — ducha nienawiści!
Comments
Loading comments…