Akwarjum (Pawlikowska-Jasnorzewska, 1927)

Ścierpnięty ze złości głowonóg o smutnych oczach starca,rybki jak serca bijące skrzelami, węgorze jak lite pasy,żyjący młotek i nóż srebrzysty i zardzewiała tarcza,i kraby rozparte strojące straszliwe japońskie grymasy;

Łakome kwiatki, przebiegłe listki, anemon chodzący w kółko i szukający mięsa,ślimak z ukwiałem różowym żyjący za pan brat,i fjoletowy krzyżyk meduzy który się w górze leniwie wałęsa —może to wszystko jest niebo lub piekło, tamten świat?

Ach, a te małe rybeczki japońskie wesołe i ptaszęce!Strojne w pióra ni to ni owo, garbate, złociste Bóg wie co,o, każdą z nich ucałować za to że jest, w podzięce,i wszystkie razem przycisnąć do serca zmęczonego już tajemnicą.

Wielki żółw pływa za szybą machając nogami płaskiemi jak skrzydła.Grzyb półkulisty i twardy, od spodu złoty i miękki —Ma oczy sowy, dziób orła i trupie nozdrza straszydłaa mech powiewa na jego tarczy w błyszczące sęki.

Jak utopiony japończyk spogląda martwo i niesłychanie.Bursztynem prześwieca szyldkret, samurajowa zbroja.O dajcie mi na czem uklęknąć i mój sandałowy różaniec,a będę na nim powtarzać bez końca: Naturo! miłości moja!

Comments

Loading comments…