Biała Dama (Pawlikowska-Jasnorzewska)

Biała damo, przeźroczysta damo,lśniąca w krześle księżycową plamą,na co czekasz, wystrojona złudnie?

Nikt nie podszedł, nikogo nie cieszyblady profil w wiązanej caleche’y,słodki owal i oczy jak studnie.

Lecz jest serce w tym wielkim pałacuco potrafi dotrzymać ci placu.Daj mi rączkę w mitence z pajęczyn...

Pantalonki masz z haftów odycznych...szal nie perski lecz ektoplazmiczny...krynolinę z astralu i z tęczy...

Czemu milczysz, księżycowa gracjo,chcąc mi wmówić, żeś halucynacją,kwiecie ciała zasianego w ziemię?

Jak balonik odpływasz pod plafon,krążysz światłem ponad gdańską szafą,w zalęknieniu i trumiennej tremie...

Tam za ścianą, stary lokaj Łukaszw śnie się zrywa i zapałek szuka —(ciebie więcej niż śmierci się boi)

bo już płyniesz, syreno powietrza,coraz wiotsza, nieżywsza i bledszaprzez kolejny różaniec pokoi...

Biała damo! pod twoją obronępłyną moje tęsknoty szalone,o madonno nudnego cmentarza!

Ach, za tobą tłum pięknej młodzieżyiść powinien lub u nóg twych leżeć,i nie straszyć powinnaś — rozmarzać!

Gdzie uczeni powiedzieli: koniec,gdzie szyderczy woźnica w bikornieswym humorem życie chce uprościć — —

Tam zakwitasz fantazją bez nazwy,tam powiewasz suknią z ektoplazmy,niespodzianko wesołej wieczności!

Comments

Loading comments…