Dwa słońca (Pawlikowska-Jasnorzewska, 1927)

Kogut padł dzisiaj martwy piejąc „kukuryku“,jęk się rozległ na dachach, w oknach i na wieżach!Ziemia stanęła w kolcach krzykuskulona cała nakształt potwornego jeża.

Dwa wielkie, złote słońca zaświtały społem,żółcią strachu przestwór zalały,goniły się po niebie w wyścigu wesołym,gdy na ziemi ponure procesje śpiewały.

Matki zalane łzami od blasku złotemi,zawyły z wichrem, morzem i lasem do wtóru,a słońca z grzywami do ziemibłyskały dalej w modrym odmęcie lazurów.

Bydło, grożąc rogami niewiadomo komu,uciekło na wszystkie strony —a umarli z pod ziemi wyszli pokryjomuwęsząc jak ślepe krety wśród trawy zielonej...

Lecz w wyludnionych, miejskich, pachnących ogrodachdwoje jakichś szaleńców siadło obok siebie,i szeptało: jak cudna pogoda!Dwoje jest nas na ziemi, dwoje słońc na niebie.

Comments

Loading comments…