Lunatyk (Pawlikowska-Jasnorzewska, 1924)

Idzie miesiąc przez niebo, o chmury się potyka,mocno świeci w czarnem bezdrożu —zaczepił promieniem o twarz lunatykaśpiącego w srebrzystem łożu.Lunatyk w śnie się miota obok srebrnej żony,zrzuca z siebie siwe atłasy,i wstaje z łoża śpiący i patrzy stęsknionyoczyma z perłowej masy.Długi promień się zwinął wkoło lunatyka,ciągnie go mocno pod łokcie —on zaś, z sennym uśmiechem nieżywego Chińczykazakrzywia srebrne paznokcie.Poczem lunatyk z cieniem, jak dwa koty zwinne,biały jeden a czarny drugi,przez sypialnię z balkonu przechodzą na rynnę,trzymając się srebrnej smugi.Tymczasem z okna spadły ciche, białe kraty,a dziwadła wypełniły pokój — —ktoś otulił brokatem w księżycowe kwiatysrebrną żonę, leżącą na boku...

Comments

Loading comments…