Mądry i głupi (Pawlikowska-Jasnorzewska, 1932)

Mędrcy zawiedli nas bardzo. Ograniczony jest rozum.Lecz jego brak zasadniczy jest jak noc gwiezdna, bez granic.Mój głupi milczy o wszystkiem jak milczą kwiaty pachnącei jest wysmukły jak jeleń, a w oczach ma uśmiech życia.

Jedynie milczące usta umieją mówić dotknięciem....Przy egzaminie miłości mędrzec najczęściej przepada.Słowami kaleczy nędznie miłosny sekret przyrody,cytuje rzeczy czytane, zepsute zęby wyszczerza.

Mój głupi, nieoczytany — gdy westchnie — to wiosna wzdycha,gdy taśmą zębów zabłyśnie — skaczą światełka po ścianie.Intelekt nie zmózdrzył jeszcze pachnących, złocistych tkaneksandałowego posągu, który nie czytał Bergsona.

Mam w rękach ciało strumienia, pień drzewa, brzemię owoców.Przyroda z kapryśną łaską w ramionach tuli mnie krągłych.Całując jej piękną skórę jestem sarniątkiem pod łanią,i tu do prawdy powracam po głupich z mędrcem rozmowach.

Mądry wyłysiał nad książką. Tego mu nikt nie powróci.Idzie od ignorabimus, zgarbiony, do ignoramus.Obok są tory zielone. Tam głupi konno przejeżdża,a włosy jego ze słońcem igrają jak równy z równym.

Pożółkły jak nieśmiertelnik, szeleszcząc kartami książek,

załamał się wśród zagadnień, bezradnie zakaszlał mędrzec — —Jęknął z miłości mój głupi — odpowiedziały mu koty,gwiazdy przez niebo przemknęły jak ptaki, jedna za drugą...

Comments

Loading comments…