Meduzy (1927)
Bałwanek płynie jak tryton,A z pyszczka kapie mu ślina.Słońce na morze pogodnie spogląaaspogląda,Ondulowany blondyn,Niebieska woda gęsta jest od ondyn.To meduzy w przemoczonych muślinach.Morze się przeciąga, rozciąga,Wkrótce sen południowy je zmoże...Miedziane rybackie żagleLedwie się przez sen kiwną...Fale pieszczą zabawkę dziwną:Meduzę, kwitnące morze.— Raz, gdy wracałam wybrzeżemPatrząc uważnie dokoła,Bo nic już nie było na świeciePrócz tego, co można widzieć,Meduza leżała na piaskuI czuła jak fala idzie,Jak jej dosięgnąć nie możeI jak ją ku sobie woła.Podniosłam z piasku tę bryłkę.Smutną, fiołkową, kaleką,Oby tak ze mną uczyniłTen, który wszystko może.I położyłam na fali —I popłynęła dalekoJak dzwon radości milczący,Puszczony na pełne morze.............Na piasku spoczywa młodzieniec,Który utonął przed chwiląPatrzy tępo, jak w koncert morzaZasłuchany, poważny muzyk.Obcy i zimny dla ludzi,Którzy mu życie przywrócić się silą —A usta ma fioletowe,Jak krzyż na ciele meduzy...
Comments
Loading comments…