Ranny ptak (Pawlikowska-Jasnorzewska, 1927)
Jakiś ptaszek o świcie oszalał, zwarjował,to się porwie z gałęzi, to o ziemię ciśnie,przelatuje z jabłoni na kwitnącą wiśnię,jak mała błyskawica siwa i różowa.
Krzycząc że słońce wschodzi, leci ku kasztanom,i terczy słowo „słońce“, gwiżdże słowo „wschodzi“.kołysze się w gałęziach jak w zielonej łodzii kłuje ranną ciszę, deszczem haftowaną.
Wpatrzony w morelowy wśród obłoków pożar,spada prosto z kasztanu w krzak pod moje okno,i krzyczy wielkim głosem, z radością okropną,że słońce znowu wschodzi! Że go nikt nie pożarł!!
Comments
Loading comments…