O świcie (Gawalewicz, 1889)

Ziemia jeszcze pół we śnie,Mgłą poranną spowita —A wtém — listek szeleśnie,Jakby szemrał: „już świta!“...I przez całą dąbrowęRanne hasła w dal płyną —Ze skrzydełek swą głowęLeśne śpiochy rozwiną,I na gniazdkach dokołaGwar się budzi, rozmnaża....Świt, świt!... ptasząt chór woła.Świt, świt!... echo powtarza.

Powiał wietrzyk dąbrową,Trąca listki zielone,

Strząsa rosę perłową,Kwiatom schyla koronę,Budzi drzewa — w srebrnaweLeśne dzwonki uderza,Jakby dzwonił na „Ave“Skowrończego pacierza....A skrzydlaty chór spadaZ gniazd, nim słonko zaświeci,Gdzie kryniczna kaskadaZ wrzawą leci.... i leci....

I w krynicznéj kąpieliPluska sobie, swawoli,Dniem się nowym weseliI raduje z swéj doli;Kręgi toczy po wodzie —Ot, jak bywa w swobodzie!

Co świegotu i krzykuNa tym ptasim sejmiku!...Aż się dęby ciekawieNachylają nad wodą

Patrzeć, jak tam w zabawieIch pieszczochy rej wiodą.

Nagle.... cisza zachwytu,Milkną głosów tysiące....Na firmament, z gór szczytuZłote wspina się słońce.I jak mocarz, w purpuręStrojne, — jednem spojrzeniemWita całą naturę....

Comments

Loading comments…