Edmund Różycki

...I od Karpat krzyk weselnyZabrzmi aż do Dzwiny,Żyj Różycki, żyj nasz dzielny,Synu Ukrainy!...............

Jedną spójnią, w jednym duchu,Jak ogniwa na łańcuchu,Pan powiązał ojców z syny...

...Snuło jezdnych się niemałoW noc po lesie całym,A nadedniem zakipiałoW Korowińcu małym,............

Pan Różycki siadł na konia,Błysnął kord junacki,Dmuchnął przodem, a przez błoniaCzesze hufiec gracki.

Miasto kroci dwiestu wstało,Dwiestu będzie żyć:Bo tych dwiestu rękę dałoHańbę kroci zmyć...

W Hucie rankiem żona płacze,Tych jej dzieci szkoda;Pod Różyckim konik skacze;Nie płacz pani młoda!

Jak głos dzwonu siołom płynieGruchnie Polską wieść,A cześć będzie tej drużynieI wodzowi cześć!...

Het, tam, po szlaku, gdzieś w Ukrainie,Posępny zastęp rycerza,Co mniej niż tysiąc liczy w drużynie,Na Ruś Czerwoną już zmierza.Wróg, ufny w siłę — tłumne zastępyKazał wokoło tak sprawić,By przez parowy, lasy i kępyWpaść nań, i żywcem dostawić.Rycerz wié myśli wroga zażarte,Umié przed wilkiem ślad zatrzećI tylko tam je rzuca niestarteSkąd lepiej wroga dopatrzeć...

Znużeni marszem zwinęli szyki,Obóz dokoła ścisnęli,Trzymając w ręku strzelby i piki,Snem twardym bracia zasnęli.A powiek wodza sen nie zamyka,Bo jego dusza wojacza,Bo jego serce nawskroś przenikaPowinność wodza-tułacza.Nieraz objeżdża warty i słucha,Czy chrzęst i tentent ze szlakaNie dójdzie jego ostrego ucha,Co słyszy nawet lot ptaka...Zaczęło świtać, z drogi od lasu,Coś się tam widzi wodzowi.„Wiaro! do szyku!“ — krzyknął — „dość wczasu!“I wszyscy stoją gotowi.Bliżej i bliżej, ścieżką, to smugą,Jak bryła jaka żyjąca,Suną się ludzie; wódz patrzał długo,Oko ogniste, dłoń drząca.A ten blask oczu, to ręki drzenieDla piersi z których krew ciekła —Wolą niezłomną; — na ich skinieniePójdą do nieba i piekła.I jeszcze bliżej, już pod ostrogąCzuła rumaka drzy skóra,Dobyty pałasz, i już, już nogą,Wódz ściśnie konia, i — hura!Wtem na twarz jego, piękną zapałemJakiś chłód wionął od miedzy:„To jacyś nasi“, rzekł, o poznałem,„Więc do spoczynku koledzy“.I znowu z placu szyki wróciłyNa miejsce swego wytchnienia,A oczy wodza łzą się zrosiłyNa widok ofiar, cierpienia.To garstka naszych znużona drogą,W lichej odzieży i zbroi,

I znać, że głodem zmęczona srogo,Cześć mu oddała — i stoi.Wyszedł naczelny i rzekł do wodza:„My z Ciechońskiego szeregów,„Dawno szukamy ciebie po drodze,„Zalicz nas do swych kolegów“...Wódz ciężko westchnął, bo znać z obliczaKto doznał losu oporu:I rzekł: „Bóg często siły użycza„I tym, co słabi z pozoru“...Łzy mu nabiegły — wtem wystrzał wartyZbudził ostrożność i trwogę;Spojrzał i widzi, że wróg zażartyObóz wysuwa na drogę.Widać mu pilno, gdy swą piechotęTłumnie na wozy rozsadził,Lecz pewno zmylon, kiedy hołotęNie na bój prosto prowadził.„Ot, chwała Bogu, jest i robota!“Wódz rozweselon zawoła:„Jeśli w was tedy szczera ochota„Za kraj z moimi nieść czoła,„Śpieszcie i znieście: tylko dam radę,„Tak nagle trzeba nacierać,„Żeby wróg tłumy nie zlał w gromadę,„Bo wówczas trzeba umierać“...„Że się wam uda, tak sobie tuszę,„A więc, nie tracąc nic czasu,„Choć głodni ciałem, wzmocnijcie duszę...„Z Bogiem! i tnijcie od lasu!„Dowiedźcie, żeście dzielni i śmiali.„Że wódz wam słaby przewodził,„Że łatwo wszędzie gromić Moskali,„Gdzie nikt ze swoich nie szkodził“...„Jezus, Marya“ — i znikła wiara;W obozie wrogów zgiełk, wrzawa,Jakby się krząta w nim Polska stara,Jakby pod Wiedniem to sprawa.

Obóz, co liczył tysiąc bez mała,Wiara półsetką rozprasza;Część w pień wycina, i sama całaWraca i tryumf ogłasza.Wódz ją ze swymi w szyku sprawionymSpotyka, wita, hołd daje:„O cześć! zawoła, wam niezwalczonym,„Niech każdy z nami w rząd staje!“...I poszli razem... Niech kiedyś sławaNagrodzi tryumf dziś cichy!Wódz — to Różycki, a świetna sprawaZaszła u wioski Salichy.

Tu proch rycerski prawego człowiekaNa zmartwychwstanie swej ojczyzny czeka,Gdy z wolą Bożą duch jego na przedzie,Jak niegdyś braci, do boju powiedzie.Matce ojczyznie dał swój żywot cały,Wielki w miłości i wielki w pokorze,Polsko! na chwilę odwetu i chwały,Daj tobie więcej takich synów, Boże!...

Comments

Loading comments…