*** (Dobry wieczór, nazywam się Mickiewicz...)
Dobry wieczór, nazywam się Mickiewicz, jestemBiałorusinem. pierwszy w Polsce pisałem jak O'Harapotem wszystko mi się poprzestawiało, do żonyzacząłem się zwracać per mebel. przez chwilęmyślałem o staniu się jednymz tłumem prymitywów zadeptujących Place de la Concordeadidasami „Podhale”. moja pycha zdradziła mnie i wyśmiała.przez chwilę myślałem o staniu się jednymz kosmicznym tonem Wszechświata, duchowym czynem,świętością urzeczywistnioną. zostałem mistycznym kapralemnawiedzonych paranoików zarywającychnoce nad plastikowymi flaszkami wina za sześć frankówprzed wyjściem do roboty na szóstą na czarno na budowie
właściwie przestałem pisać, czasami opowiadam klechdyo Polsce, wzruszam publiczność, biorę za to pieniądzewłaściwie przestałem pisać. coś wisi w powietrzu,jakieś oczekiwanie, kiedy przymknę powiekiwidzę przez drgające w upale powietrze czerwonąspękaną skorupę ziemi, pokryte kurzem wołyciągną wóz o wielkich drewnianych kołach,przebiegam chłodne ścieżki Manali z ładunkiemhaszyszu na plecach, dżip przeciążony bronią z przemytumozolnie wspina się na porośniętą parującą dżunglą góręodprowadzany obojętnym spojrzeniem Malgaszów, tych czarno-skórych Chińczyków.
w nocy budzi mnie bicie bębnów i jazgot tureckich piszczałekw ciszy wpatruję się w sufit, jakbym miał dokądś jechać,jakbym miał złapać hiva i umrzeć, jakbym dawniej latał całyteraz tylko jako sadza.
Comments
Loading comments…