Anusia (fragment)

Niedziela była. — Na niebie pogoda —W miasteczku cicho i ludzi nie wiele —I na nieszpory dzwoniono w kościele.W oknie dzieweczka jakaś siedzi młoda —Ładna? — Oj ładna, — oczy ciemne, duże,I czarne włosy w aksamitnéj siatce —W okienku mirty, powoje i róże,I kanareczek trzepocze się w klatce. —

Naprzeciw okna kościół i dwie wieżeOsnute całe gotycką koronką —

Spylone okna pozłociło słonko —A dziady u drzwi szeptają pacierze.

Jak tu to życie spokojnie AnusiW onym zakątku cichym płynąć musi!Ba! gdyby to był taki kąt na świecie,Gdzieby człek uciekł przed bolem, co gniecie;Gdyby to można pożyczyć, gdy trzeba,Ciszy z kościoła, a pogody z nieba.

Ale to nieraz słonko na błękicie,A tu na ziemi takie chmurne życie, —Tu ludzie płaczą — tam się palą strzechy —Tam grób otwarty, co na trumnę czeka; —Że zgadnąć trudno, czy to słonko z człekaUrągać przyszło, czy dać mu pociechy. —

Ano dzieweczka rączkami drobnemiZakryła oczy i łezki ku ziemiPrzez palce cieką, bo tam u ołtarza

W kościele ślubna para uklękała,I ten, którego ona pokochała,W téj chwili innéj przysięgi powtarza.

Totéż nie dziwić się dziewczęcym żalom.I gdy powozy ruszyły z turkotem,Dziewczę na ziemię upadło z łoskotem,Jako ten kamień, którym grób przywalą.1868.

Comments

Loading comments…