Akt II
Ciepła wdówka
Kiedy pan Jazon był już w strasznej biedzie,A wierzyciele twardzi, jak opoka,Wpadł mu artykuł o KolchidzieI runie złotem, strzeżonem przez smoka.
Nie dba o smoki, kogo męczą żydy...
Nie dba o smoki, kogo męczą żydy,Więc się pan Jazon wybrał do Kolchidy,I tam z pomocą Medei, nie młodej,Którą zaślubić musiał za tę pomoc,Dobrał się Jazon do runa bez szkody.Lecz, że Medea trapiła go co noc...
Lecz, że Medea trapiła go co noc,Więc złote runo dostawszy do kabzy,Puścił ją w trąbę, tak, że zeszła na psy.
Od owej chwili, w której się to stało,Minęło zdarzeń i czasu nie mało.Zginęła Troja, Achille, Ajaksy,Leonidasy. Tyrteusze, wieszcze,A ród Jazonów ciągle żyje jeszcze.I dziś, jak dawniej Jazonowie sunąDo rozmaitych wód po złote runo.
Kto jest ciekawy, jak wygląda Jazon,Na nowomodny przerobiony fason,Jak bierze różne Medee na kawał,Niech na bal jaki przyjedzie w karnawał,Lub do wód naszych w lecie się przejedzie,A tam Jazonów na setki mieć będzie,Co zadłużeni po uszy u żydków,Na kredyt sobie pozwalają zbytkówI sporych sobie szukają gotówek —U starych panien i u ciepłych wdówek.
Comments
Loading comments…