Sen — nie sen

Oj śniło mi się dziwnie dziś z rana:Że mi umarła moja kochana,Że ją ubraną w białą sukienkę,Bladą złożono w skromną trumienkę —Wianek na główce — w rękach krzyż mały —I cztery siostry klęcząc płakały —Ojciec i matka — i ludzie tłumnie —A dziad objaśniał świece przy trumnie. —

A potem księża śpiewając weszli —Młodzi na cmentarz trumnę ponieśli,I postawili nad pustym grobem.Trumnę żegnano zwykłym sposobem:

Każdy paciorek odmówił krótko,I trumnę ziemi przysypał grudką, —I poszli wszyscy smutni tą stratą —I został tylko grabarz z łopatą.

Lecz ja nie mogłem przenieść na sobie,By ona w zimnym leżała grobie: —Pobiegłem ziemię odgrzebać miałką,Wyjąłem z trumny skostniałe ciałko,I do kapliczki wniósłem cmentarza,I tam klęknąwszy u stóp ołtarzaProsiłem z płaczem Niebieską Panią,By pozwoliła mi umrzeć za nią. —

Potem ją cucić począłem łzami —Życiem w nią przelał pocałunkami —Aż otworzyła oczka do śmiechu,Aż przemówiła słówko po cichu...Wtém dzwonek na jutrznią słychać z kościoła; —Ona pobiegła do sióstr wesoła,A mnie się w oczach zrobiło ciemno,I grób się nagle zawarł nademną. —

To był sen tylko! — Dziś na spacerzeWidziałem żywą, o zdrowéj cerze.Niedobra przecież — gdy mnie mijała,Ani się spojrzeć nawet nie chciała.A jam rannego snu wspomniał wątek —Jakie to serca u tych dziewczątek!Ja chciałem chętnie za nią być w trumnie,A ona spojrzeć nie raczy ku mnie!1858.

Comments

Loading comments…