Tylko wspomnienie
Kiedy mam duszę smutną, jak w żałobie,Kiedy mi tęschno bez ciebie i nudno, —To idę wtedy gdzie w ustroń odludną,Na mokrych oczach kładę dłonie obie,I przypominam urok każdéj chwili,Kiedyśmy razem jeszcze z sobą byli.
I najprzód widzę cię pod świerków cieniemO szarym zmroku, kiedym się nieśmielePierwszy raz rączki twéj dotykał z drżeniem,I nic nie mówiąc — mówiłem tak wiele.
Od onéj chwili myśli i źrenicePoszły za tobą, jak dwie niewolnice,Lub jak cień wierny, co idzie za człekiem, —I dzień bez ciebie wydawał się wiekiem.
Pamiętam — nieraz tęschnotą trapionyWieczór skradałem się pod twe okienko,I tam, liściami róży zasłoniony,Patrzałem, jak ty, wsparłszy główkę ręką,Siedziałaś sama w dumaniu głębokiem —O czém ty wtedy dumałaś i o kim? —
Potém szłaś w pokój, gdzie twoje posłanie —Jam nie odchodził patrząc, czy nie zoczęPrzez uchylone nieco drzwi — na ścianieChoć cień twych rączek pletących warkocze.
Jakież w tych chwilach uroki, rozkosze....Jak relikwije wszystkie w piersiach noszę,Jak skarby chowam każdą chwilkę małą,Bo prócz tych wspomnień nic mi nie zostało.
Powiędły dawno kwiaty w waszym dworze,Co się naszemu szczęściu przyglądały —Drzewa i ścieżki śnieg zasypał biały —Wszystko się zmieni — i twe serce może —Jakie mi smutno i ciężko — o Boże! —1865.
Comments
Loading comments…