Wyznanie (Bałucki)

W ogrodzie stali — maliny rwali;Ale na siebie spojrzeć się bali —A było ich dwoiedwoje: on — ona. —Panienka była zarumieniona,I w rzęs jedwabnych ponętne cienieKryła błękitnych oczek spojrzenie. —A szkoda, bom miał zapał najszczerszyPisać o oczkahoczkach tych kilka wierszy;Bo choć spuszczone skromnie, nieśmieleMiały te oczka dowcipu wiele,I czaiły się pod rzęs namiotem,Niby figlarne kotki za płotem.

Była w sukience lekkiéj, różowéj...Malin gałązki ją do połowySkryły, a jedna gałązka małaW bieluchną szyjkę ją całowała.

Młody zazdrosnym był oczywiściePatrząc, co z panną robiły liście,I na myśl przyszła piosnka w potrzebie:„Gdybym ja mógł być — gwiazdką na niebie“...W piosence zrobił tę zmianę ino,Że zamiast gwiazdką, chciał być maliną —I westchnął. — Panna spojrzała ładnie —„Za czém?“ — spytała. — Niech pani zgadnie,„Jak to wygląda?“ — Jak Anioł będzie —Tylko mu skrzydła przypiąć łabędzie,Wiotkie, powiewne, dowcipne, zgrabne,W śmiechu rozkoszne, w smutku powabne...Nie dałbym tego za skarby żadne —

Wstrząsnęła główką. — „Nie, nie odgadnę...„A gdzieś to bywa?“ — W okienku rada,Jak w wazoniku różyczka siada,A wtedy okno w dziwnym jest blasku....A poznałem to w bielańskim laskuW majowe rano — biało ubraną,I tak wydała mi się nadobna,Że mi już bez niéj żyć niepodobna.

Mówił wzruszony — krew biła w lica —Rączką maliny skubie dziewica,I ramieńczykiem twarz jéj rokzwitarozkwita —A jak na imię temu? — zapyta. —

Dziwne to imię, czarów w niém dużo —Dwie pary liter, jak dwa bliźniątka —Czytaj od końca lub od początkaJedno ci imię powtórzą. —

Panienka na to nic nie odrzekła;Lecz zrozumiała — bo raczka spiekła,I między malin liście się kryła,I sama jako malina była.

Ta jéj nieśmiałość śmiałym go czyni,Że się odważył u nóg boginiKlęknąć; — — lecz lokaj popsuł mu rolę —Wszedł — i powiedział: waza na stole.1862.

Comments

Loading comments…