Wspomnienie o Żeromskim
W kawiarni, przy stoliku, w światku literackim,Gdzie drobna muza pije szklanki czarnej kawy,Pamiętam, rozmawiano kiedyś o SłowackimI powszednie złośliwie poruszano sprawy.
Niespodzianie wszedł cichy, wielki i dostojny,Spojrzał ku nam milczącą, pełną troski twarzą, —Ucichliśmy, jak dzieci, które próżno gwarzą,Gdy kroki ojca spłoszą gwar dziecinnej wojny.
Łaskawie usiadł z nami i mówił najprościej,Chwaląc film „Atlantydę“ z przyjaznym uśmiechem.Miał wtedy w oczach mądrość najgłębszej miłościI twardą pracę, która umie walczyć z grzechem.
Na czole myśl cierpliwa wyryta jest blizną,Serca łomot się głuszy rękami obiema.Ale wiem — Atlantyda jest marzeń ojczyzną,Atlantyda jest Polską, której jeszcze niema!
Już nie przyjdzie tu więcej ten, który swe ręceJak Tomasz wkładał w rany bolesne i chore, —I w rozkoszy piekielnej, jak w piekielnej męce,Musi światła mieć więcej. — „Żono, odsuń storę“.
Już żałobne chorągwie targa wiatr jesienny,I głuchy dzwon na trwogę jęczy w całem mieście.— Już sami zostaliśmy w czuwaniu bezsennem...Zabierzcie czarną trumnę i dalej odwieźcie.
Wykonać nam testament zostaje ostatni,Gorące proste słowa, — milczące najgłośniej, —W pocałunku ojcowskim lub uścisku bratnimZwiastujące — jesienią budzone przedwiośnie.
Po tym trudzie straszliwym pot spływa na czoło.Niech wieczny odpoczynek zdejmie wieczną troskę.Oddajmy wielką pracą hołd Jego popiołom,Na serce, które pękło, połóżcie mu Polskę.
Comments
Loading comments…