Śmierć Levitoux (Romanowski, 1863)
Był na cytadeli sąd na miatieżników,Więc siedli jak czarci za stołem:Jenerał, adjutant i czterech piszczyków,Ze sercem miedzianem i czołem.
I rzecze adjutant: „Bat’ku jenerale,Czart chyba się z Lachów co dowie.Wziął pałki Levitoux, lecz milczy zuchwale.“ —— „Sto pałek! pod pałką odpowie.“
Straż stawia Levitoux skutego w kajdany,I biorą na rozpyt go kaci.Wnet zdjęto zeń szaty, co kryły mu rany,A sędzie wołają: „Zdradź braci!“
A był tam nad nimi w tej izbie szatańskiejKrzyż z panem Jezusem na ścianie.Levitoux wzrok jasny utopił w krzyż pański,I modlił: „Daj sił mi o Panie!“
I poszedł pod pałki w pół nagi, bez lęku;Wnet krwią mu opłynął grzbiet cały.Choć bito go w rany, nie wydał i jęku,I milczał jak zakamieniały.
A gdy go złożono na nędznej pościeli,Rozważał czy ciało wytrzymaTe męki, bo znowu tak chłostać go mieliSędziowie. I poczuł: sił nie ma.
Lecz święcie dochowa tajemnice bratnie,Bo stu by zginęło ich może.Toż westchnął do Boga o męki ostatnieI ognia nasypał pod łoże.
I usiadł na łożu spokojny, bez lęku,Gdy jasne płomienie wstawały.Choć ogień gryzł kości, nie wydał i jęku,I milczał jak zakamieniały.
Przez kraty wnet bracia płomienie ujrzeli,Straż alarm krzyknęła w podsieniu;Jenerali draby wpadają do celiLevitoux już skonał w płomieniu.
Więc z zgrozą ten węgiel rzucili w rogoże,I w ziemi kazali pochować.Tą śmiercią w płomienach pochwalon bądź Boże,Bo żywym ją będziesz rachować!
1860.
Comments
Loading comments…