Śmierć Levitoux (Romanowski, 1865)

Był na cytadeli sąd na miatieżników,Więc siedli jak czarci za stołem:Jenerał, adjudant i czterech piszczyków,Ze sercem miedzianem i czołem.

I rzecze adjutant: «Bat’ku jenerale,Czart chyba się z Lachów co dowie.Wziął pałki Levitoux, lecz milczy zuchwale.»— «Sto pałek: pod pałką odpowie.»

Straż stawia Levitoux skutego w kajdany,I biorą na rozpyt go kaci.Wnet zdjęto zeń szaty, co kryły mu rany,A sędzie wołają: «Zdradź braci!»

A był tam nad nimi w tej izbie szatańskiejKrzyż z panem Jezusem na ścianie.Levitoux wzrok jasny utopił w krzyż pański,I modlił: «Daj sił mi, o Panie!»

I poszedł pod pałki w pół nagi, bez lęku;Wnet krwią mu opłynął grzbiet cały.Choć bito go w rany, nie wydał i jęku,I milczał jak zakamieniały.

A gdy go złożono na nędznej pościeli,Rozważał czy ciało wytrzymaTe męki, bo znowu tak chłostać go mieliSędziowie. I poczuł! — sił nie ma!

Lecz święcie dochowa tajemnice bratnie,Bo stu by zginęło ich może.Toż westchnął do Boga o męki ostatnieI ognia nasypał pod łoże.

I usiadł na łożu spokojny, bez lęku,Gdy jasne płomienie wstawały.Choć ogień gryzł kości, nie wydał i jęku,I milczał jak zakamieniały.

Przez kraty wnet bracia płomienie ujrzeli,Straż alarm krzyknęła w podsieniu;Jenerali, draby wpadają do celi —Levitoux już skonał w płomieniu!

Więc z zgrozą ten węgiel rzucili w rogoże,I w ziemi kazali pochować. —Tą śmiercią w płomieniach pochwalon bądź Boże,Bo żywym ją będziesz rachować!

Comments

Loading comments…