Chata górska (Romanowski, 1913)

Mała chatka dranicą pokryta,Nad nią góra piętrzy się wysoko;Spodem strumień zarył się głębokoI wyrywa kamienie z koryta:Jemu ciasno, więc szumi i pieni,Srebrną pianę o brzegi w krąg ciska,A tak huczno, zda się, sto strumieniNaraz rwie się z twardego łożyska;Sosna schyla nad chatą ramiona,A żywiczna woń płynie z jej łona.

I ja, pielgrzym, przyszedłem tu zdala,I wstąpiłem do chaty górala;I powitał mię starzec jak syna,A jak brata witała rodzina.Nie pytali, kto rodzi? jak miano?Tylko dłonie bratersko ściskano.Góral wołał: tu przyszedł gość z drogi,Oto Bóg z nim wstępuje w me progi.

Gdy się rozległ fujary ton rzewny,Gdy wieczorem dzwon jęknął cerkiewny,

I ze szumem strumienia zmieszany,Jękł jak wielkiej świątyni organy,Cała klękła do modłów rodzina,Stary góral w głos pacierz zaczyna;A po modłach złożonych tak BoguDano skromną wieczerzę na progu.

Kędy góry tak dzikie, olbrzymie,Wypisały Stworzyciela imię,Kędy burzą wezbrane potokiZ hukiem lecą gdzieś, w parów głęboki,W ciągłej walce tu zda się przyroda,Fantastyczna, niestała i młoda;Kędy orły się kąpią w błękicie,Oh! jak cicho upływa tu życie! —W młodych sercach tu miłość poczętaCzeka szczęsnej niedzieli, lub święta.Z wiosną goni lud trzody na pasze,Zimą wraca wesoły w poddasze.A gdy komu dzwon śmierci zadzwoni,To łez kilka się rzewnych uroni,I gdzieś smutek ucieka z potokiem,A lud patrzy wesołem już okiem.

Ostry Gruń, 14 sierpnia 1856.

Comments

Loading comments…