Do mej młodości (Romanowski, 1913)
Czemuś tak smutna, ty, młodości moja?Czemu wesoły dzień od ciebie stroni?Zda się, że z cierni tkana dola twojaRadosnej chwili wtóra nie dogoni.Nim jeden kwiatek uszczknie się po drodze,Ileż to kolców skrytych utkwi w nodze.
Całą jam piersią wciągał świata tchnienie,Wszystko dziecinna oplatała wiara;Wznosiłem serce, wzniecałem płomienieI cudnie wonna płonęła ofiara,Lecz szybko czas ten zleciał na zegarze,W piersi ból został — a trucizna w czarze.
Młodości moja! wyrwij ty się ptakiemZ tych krain bolu, nim wiosna przeminie!O! serce, tobie życiem nie żyć takiem,Ni z myślą płakać, że róż kilka ginie:Tędy — z żelaza kuta droga twoja. —Idź! bo cię przeklnę, ty, młodości moja!
Leć, gdzie płomienie palą się wieczyste,Gdzie jedna chwila cudowna natchnieniaRozwidnia wieków oceany mgliste —Tam niech się dusza wznosi, rozpromienia;Tam ty gorącem steruj serca biciem,Albo się przepal — i skonaj wraz z życiem!
20 marca 1857.
Comments
Loading comments…