Do Zofji R. (Romanowski, 1913)

Czemu, o siostro! na twych ócz błękicieCięży łza?... Czemu taka zadumanaIdziesz przez życie i patrzysz w to życie,Jakby Cię przez nie nie wiódł anioł Pana?...On Cię prowadzi i ciernie z Twej głowyZbiera i zmienia na wieniec liliowy.

O! nie uginaj i nie kłoń się w bolu,Bo duch twój, siostro, ma gołębie pióra:Tobie nie ginąć jak trawce na polu,Którą zabija wiatrem gnana chmura.O! Ty się wzniesiesz nad ból swemi pióryI bolom będziesz błogosławić z góry.

I staniesz kiedyś tam, zkąd Twemu okuNowy świat, nowe życie się odsłoni...Widzę Cię, siostro, wśród ziemskiego mroku,Stojącą jak duch biały z lilią w dłoniI podającą woń z lilijki owejNa pokrzepienie Twym w drodze cierniowej.

Ale dziś serce Twoje oddaj Panu,Oddaj je, siostro, z czołem pochylonem;On Ci je wróci tak, jak wraca z łanuRolnikom ziarna: ze stokrotnem plonem.On Ci je wróci czyste, beznamiętne,A miłujące wszystko — czasem smętne.

1863.

Comments

Loading comments…