Dzieweczka (Romanowski, 1904)
Kiedyż na te popioły i kościZmartwychwstania anioł z niebios zleci?Polsko, święta kapłanko wolności,Podająca pod nóż swoje dzieci,Kiedyż lud twój sztandary rozwinie? —Ach, ty żyjesz krwią, co z ciebie płynie!
Niech z krwi twojej świat umywa ręce,Jako Piłat z Chrystusa... Wstyd ludom!Ilekroć ty jękniesz w krwawej męce,Tylekroć ty bliższa Bogu, cudom,Co, podnosząc ciebie, świat przerażą...Oto stoisz znów z skrwawioną twarzą!
Od Powązek lud powracał z krzyżem,Kędy odniósł na spoczynek brata,I grób darniem obłożył mu świéżemZa spędzone na Sybirze lata;Tam nań śniegi i zamiecie wiały,Tu mieć będzie bluszcz i jaśmin biały.
Starcy pacież szeptali, kobietyWiodły dzieci, a młodzież gorącaSzła, dumając, rychło „Na bagnety“Dadzą hasło... rychło trąba grzmiącaW bój powoła? Tak szli ku kolumnie,A z kolumny Zygmunt parzył dumnie.
Tu stanęli, a dzieweczki trawęRwaną z grobów, między lud rozdałyNa pamiątkę krwi, co już w murawę
Porastała. Aniołeczek biały —Jedna klękła, złożywszy rączęta,I poczęła: „Zbaw nas, Matko święta!“
Oczętami, co gwiazdom podobneUtonęła w niebiosa błękitne.A lud, patrząc na to dziewczę drobne,Kląkł, jak kłosy uklękają żytne,Gdy zachodni wiatr przeciągnie łanem;Tak lud ukląkł na rozmowę z Panem.
I rozpoczął pieśń, a Bóg jej słucha,Carski wódz jej słucha przerażony.Bóg ludowi łaską krzepi ducha,A wódz zbrojne stawia bataliony:„O, nim przebrzmi — rzekł — ta pieśń złowroga,Nim Bóg miecz im da, uprzedzę Boga.“
I wnet rzeszę modlącą MoskaleRotowymi powitali strzały.Warczą kule, krew, jakby korale,Z piersi na bruk rozlewa się biały:Jedni giną cicho, drugim z łonaPłynie razem pieśń i krew czerwona.
Starców zapał unosi, spokojnaMłodzież w śmierci upada ramiona.Patrz ty, carze, jak rzesza niezbrojna,Jak w moc Boga wierzący lud kona!Ludzie giną, a dzieweczka stoiCicha, w jasnej niewinności zbroi
I na kule czeka, co jej braciI siostrzyczki porywały wkoło.Wie, że Polsce Bóg jej krew zapłaci,Więc chce zginąć; a wódz sroży czoło,Woła gniewny: „Ten lud kul nie czuje —Niech go jazda końmi roztratuje!“
Więc konnica na klęczących goni,Rąbie starców głowy, kłuje dzieciA dzieweczka śród połysków broniStoi, lecz już żołdak na nią leci:„Jezus-Marya!“ krzyknęła i czeka,Lecz się w konia patrzy, nie w człowieka.
I pewniejsza, że swemi oczymaRychlej czucia dopatrzy w zwierzęciu...Ostrogami party, koń się zżyma,Skacze z jeźdźcem w bok, a szabla w cięciuW głaz uderza... z szabli skry czerwoneNad dzieweczką zbiegły się w koronę.
Tak, o Polsko, i od twego łonaBóg odwróci rychło ostrza mieczy —I ty, Polsko, staniesz podniesionaNa szatanie, co cię dziś niweczy,I ty głowę zetrzesz mu zdradziecką,Ale czystą bądź, jako to dziecko!
1861.
Comments
Loading comments…