Na cmentarzu (Romanowski, 1913)
Jaka tu cisza! — wonie jak na łące;Tam, za drzewami, ginie blask słoneczny —Patrz, każde drzewo zdaje się modląceO spokój wieczny.
Cicho tu, dziewczę! — patrz, tam miasto w doleGwarem urąga tej cmentarnej ciszy;Z śmiechu i biesiad przewala się w bole,Boga nie słyszy.
Cnota tam — we łzach, prawość — niema chodzi,W przepychu — zdrada, w uwielbieniu — zbrodnia:Dziw mi, że jeszcze nad tem miastem wschodziTo słońce, boża pochodnia.
O cicho! nie bluźń; słyszysz szmer dokoła?Rozlał się skargą na mogił kobierce:Każdy z tych ludzi ma stróża anioła,Ma, jak my, serce.
Klęknij i módl się za nich, lilio droga!Dusze te, serca — długo szatan psował;Ach! gdybym czasem nie czuł wśród nich Boga,Tu bym się schował.
Comments
Loading comments…