Na sen (Romanowski, 1913)

Chciałbym usnąć cichym śnieniem,Jak usypia kwiat na błoni,Gdzieś przy gaju, nad strumieniem,Gdzie słowika piosnka dzwoni.Niech niebiosa mam nad głową,Rozjaśnione gwiazd milionem,I zamarłe wszelkie słowoW tchnieniu nocy niezmąconem.

A w śnie niechaj się rozgadaZiemia do mnie swojem tętnem,Jak piastunka, co usiadaNad kołyską z pieniem smętnem.I niech ducha mi prowadziPo przeżytych różnie porach,Jak ów guślarz, co czeladziPrawi bajki o upiorach.

Niech otworzy po tych cudachTajemnicze grobów łono,

Bym obaczył ludy... w ludachJak w posągach myśl wcieloną.Niech mi potem, jak się godzi,Powie żywot ich w miłości,Jako dziad ów, co obwodziWnuka po rodzinnej włości.

Potem niech mi ducha wstrzymaPrzy rodzinnych wodach, błoniach,I postawi przed oczymaTych od pługów i na koniach;Niech go długo upomina,Kędy zwracać orle loty,Jako ojciec, który synaŚle na zagon do roboty.

Potem chciałbym się ocucić,Nim się jeszcze dzień zabieli,I po gwiazdach okiem rzucić,Którą z nich mi Bóg wydzieli?Potem w dłonie porwać dłuto,I niezłomnej pewien siły,W głębi łona myśl rozsnutąPrzekuć w posąg braciom miły. —

Luty 1859.

Comments

Loading comments…