Akt II

Popiel i Piast

ŻÓRAW. Króluj, Popielu! To mi dzień wesela!Pole się trupem niemieckim zaściela,Krew z łon wytryska, jak woda ze dzbanów.Jęk ich konania dla nas, Zaodrzanów,Jak pieśń radości wzbija się w powietrze;A nasze jutro w ojczyźnie!.. O wietrze,Zanieś ty jęki te na nasze niwy!Nim my tam staniem, niech lud nieszczęśliwyWie, że już toczym krew wroga!ZAODRZANIE.  Śmierć wrogom!ŻÓRAW (do pierwszego).Iluś ty, bracie, posłał piekła bogom?PIERWSZY. Diesięciu.Dziesięciu.ŻÓRAW (do drugiego). A ty?DRUGI  I jam tylu zabił.TRZECI A jam na siebie tego dzisiaj zwabił,Który mi spalił dwoje dzieci z chatą.ŻÓRAW I cóż?TRZECI  Co? Serce wydarłem mu za to!

ŻÓRAW Dość! Każdy tu się tak smętnie obwini.Już czartów zgraję niedola z nas czyni...Pójdźmy! Stryjowie krewią, bój się wzmaga;Niech stryjów nasza zastąpi odwaga!(Odchodzą na prawo.)

ZBIGNIEW. Słyszałeś?... Szczęście, że nas nie dostrzegli.Nikt o nas nie wie. Patrz, prosto pobiegliNa wzgórek! Zemsta dodaje im męstwa.GNIEWOSZ. Lecz nie odniesie bez nas król zwycięstwa.ZBIGNIEW. Myślisz?GNIEWOSZ.  Zliczyłem nieprzyjaciół wagę.Popiel się gubi przez własną odwagę;W domu nań za wiec kmieć od gniewu zgrzyta;Paść musi, a lud was królem powita.ZBIGNIEW (chwytając Gniewosza za ramię).Starcze, kto ci tak ośmielił źrenice,Że wchodzisz niemi w najgłębsze ciemnicePańskiego serca? Kto?GNIEWOSZ.  I was to dziwi?Zliczcież wy, ile lat mnie chleb wasz żywi?Psem sługa, który pana nie rozumie.ZBIGNIEW. Milcz, milcz! Ja w sobie sam te myśli tłumię,By mi śród braci z oczu nie błyskały.Głupcy! Im chodzi o lechowe działy,O kąski ziemi, w których gniotą kmieciI miód spijają... Niech się pożar nieci!...Przezornie, bacząc na szczęśliwą porę,Rzucajmy iskry w serca, do burz skore...Jak on, jam z króla...

GNIEWOSZ.  I będziesz nim, panie!Mnie rodzą kmiecie!ZBIGNIEW.  A ciebie, dworzanie,Popiel uraził, pomnisz? Byłeś ze mną...GNIEWOSZ. Jak zły duch wisi ta pamięć nademną.ZBIGNIEW. Otrąb się braciom!(Gniewosz zbliża się pod las i uderza w róg.)ZBIGNIEW (do siebie). Wrą mu piersi stare.Kmieć między swymi rychło znajdzie wiarę.Trzeba go posłać... Cyt, bracia nadchodzą.

ZBIGNIEW. Gniewoszu, patrz ty, jak ci bitwę zwodzą,A ja tu braciom rzeknę krótkie słowo!(Gniewosz usuwa się na prawo.)ZBIGNIEW. Trwacie więc stale?WYŻYMIR.  Trwamy! Niech król głowąPrzepłaci bitwę bez naszych oręży!ZBIGNIEW. Biada nam, jeśli ten Popiel zwycięży,Ten król, co braci ojcowskich ma za nic!Od puszcz na wschodzie do niemieckich granicMoc jego wtedy ściśnie nas, jak w kleszcze.Jesteśmy wolni, oddychamy jeszcze,Damyż się cisnąć, my, książęta grodów?WROCISŁAW. Król z nas poczynić chce swych wojewodów!BOGDALA. Dość tego!PRZEMYSŁAW.  Dość tej podłej zależności!

ZBIGNIEW. Ha! Gdybym próżen był bratniej miłości,Jak Wiesław, Jaksa i Ziemiomysł zmienny,Poniósłbym teraz królowi miecz cennyW pomoc i Niemców dałbym mu pokonać.Lecz, nim to zrobię, wolę paść i skonać.Nie, my tu stójmy ukryci na straży,Pokąd niepewnie tam bitwa się waży!Jeśli się Niemcy zachwieją, dość czasuKrólowi wtedy pokazać się z lasu,Jakbyśmy dlań szli na nieprzyjaciela.WYŻYMIR. Lecz jeśli Popiel, wtedy na Popiela!A potem w podział jego żyzne kraje!ZBIGNIEW. Czyńcie, jak chcecie, ja się na was zdaję!GNIEWOSZ. Jacyś dwaj idą ku nam.ZBIGNIEW (dobywając miecza).  Za oręże!

WYŻYMIR. To nieznajomi ludzie. Skąd wy, męże?ZBIGNIEW. Młodzieńcy, kto wam między nami znany?ŚW. METODY. Nikt. Panem naszym Bóg ukrzyżowany,A my dla niego szukamy czeladzi.Dobry nas anioł z Zaodrza prowadzi;Gdzie nas ten anioł zawiedzie, nie wiemy.PRZEMYSŁAW. Zabić! To szpiegi Popiela —DYAKON (tuląc się do św. Metodego).  Giniemy!ŚW. METODY. Śmierć cię przeraża? I cóż: tu śmierć znaczy?Westchnij do Boga, niech im krew przebaczy —My krwią okupim światło dla tej ziemi!ZBIGNIEW (poglądając na ś. Metodego).Dziwnie on patrzy oczyma modremi.

(Do braci.)Spuśćcie broń, oni śmierci pragną szczerze!Piękniby byli z ludzi tych rycerze.Chcecie moimi zostać rycerzami?ŚW. METODY. My rycerzami Chrystusa. Bóg z wami!ZBIGNIEW. Czegoż tu chcecie? Czy was ZaodrzanieSłuchać nie chcieli?DYAKON.  O, tam, możny panie,Niema już komu słuchać. W głębi borówLudzie, a zgliszcza już tylko ze dworów.ZBIGNIEW (do siebie).Okropna to wieść!... Dla mnie w niej przestroga:Z Niemcem w rodzinne gniazdo ściągam wroga;Lud kiedyś za to będzie kląć mi srogo. —Stało się... (do św. Metodego)Idźcie w bór, a potem drogą!Od pól tam będzie stary dąb u zdroju;Tam nas czekajcie!Ś. METODY.  Zostańcie w pokoju!(Odchodzi z Dyakonem.)ZBIGNIEW (do braci).Trzymajcież słowa, bo piorun nad nami!(Słychać rogi bojowe.)Cyt!... Idźcie teraz skryć się za drzewami,A ja stąd bitwę przeglądnę! (Książęta odchodzą na lewo)

ZBIGNIEW.   Mój stary,Wiesz ty, jakiej są ci młodzieńcy wiary?Wiesz, że ich wiara śmierci szukać każe?Słuchajże, ja im Popiela pokażę,Aby zabili go! Oni tą drogąI mnie usłużą i śmierć znaleźć mogą.

GNIEWOSZ. Dajcie tym pokój! Głupcy, noszą kije;Z nich wam Popiela żaden nie zabije.Mam ja lepszego.ZBIGNIEW (gestykulując pchnięcie) Tak, śród bitwy, z boku.Rozumiesz? Kto go dostrzeże w natłoku?A potem sprawcę precz... Rozumiesz, stary?GNIEWOSZ. To Sas; nie szkoda!ZBIGNIEW.  Cicho! Słyszysz gwary?Patrz, jaka straszna bitwa wre w dolinie...Ha! otoczony Popiel... niech tam zginie!O! nie — ratuje go Ziemowit; — głupi!Król za to chatę jego ojca złupi —Patrz! Harten zachwiał się... już pole traci —GNIEWOSZ. Wnet się poprawi.ZBIGNIEW.  Pójdź, wyszlemy braci!(Odchodzą w bór na lewo.)

HARTEN. Tu miał stać Zbigniew?RYCERZ.  Tu.HARTEN.  Zdrajca obrzydły!Gdybym był wiedział, jakiemi on sidłyWikła nas, byłbym nie godził z tej strony.Ja się od niego spodziewam obrony,A on się kryje w tych przeklętych borach.Trąb, może szczeknie gdzie, jak pies na sforach!(Rycerz uderza w trąbkę.)HARTEN. Cisza, bór tylko echem odpowiada.POPIEL (za sceną.) Za mną — tu za mną! On tu!

HARTEN (z przerażeniem) Popiel wpada!

POPIEL. Hartenie, tchórzu, językiem zuchwały,Proś łaski, trupie przed skonaniem biały!HARTEN (uderzając). Na końcu miecza mego prośba moja

POPIEL (do rycerzy). Odwieść ich razem do dębu u zdroja!Tam na ofiarę spłoną wojen bogu.HARTEN (otoczony). Bogdajżeś twego nie obaczył proguI ty, i twoi stryjowie bęzcześni,Którzy mnie zwiedli... Śmierć, to koniec pieśni,Którą czart pychy rycerzowi śpiewa.(Odchodzi z rycerzami.)POPIEL. Słyszycie? on tu stryjów się spodziewa!Więc stryje z Niemcem na mnie jedna ręka?A pod mym dachem gościli... Niech pękaSłaby krwi węzeł, co mi wiązał dłonie!Żona mówiła, nie wierzyłem żonie;Przeczuciu serca mówiłem, że kłamie...Lecz poczujecie wy Popiela ramię!MIROSZ. Zawróćcie Niemca, królu, on was łudzi!POPIEL. Cyt, wierny starcze; znam ja moich ludzi.Lecz mniejsza o nich; już ich nie potrzeba,Przez pół dnia dziwnie szczęściły nam nieba;Połowa naszych wroga już pokona.Gdzie Szczerb? gdzie Żóraw dzielny? gdzie jest Brona?Kraskę z Jaroszem widziałem nad brzegiem.ZIEMOWIT. Tam się i Brona ustawia szeregiem.Szczerb wzgórza broni. A ja, możny panie,Przejdę w bród Odrę tak, jak Zaodrzanie,I ze Żórawiem na skrzydła uderzę.POPIEL. Nie, przy mnie tacy niech walczą rycerze!(Podając swój miecz Ziemowitowi.)Pękł miecz, którym-eś ratował mi życie;

Weź mój! Rycerzem jesteś, Ziemowicie!Swiergoń, daj inną szablę!

A co, stary?Jeszcze u ciebie stryje warci wiary?Jeszcze ich czekasz?MIROSZ.  Osądzim ich wiecem.POPIEL. Ha, wojewodo mój ze sercem kmiecem,I tobie jeszcze wiec marzy się w głowie?Ja wiec! (trąbka) Cyt, trąbka! Kto idzie?ZIEMOWIT.  Stryjowie!

POPIEL (do siebie). Idą, i zły duch ku mnie ich prowadzi,Czemuż mi serce odejść teraz radzi?Trup z nich wyziera... (cofa się.)JAKSA.  Witaj nam, Popielu!

JAKSA. Słyszelim, jużeś na nieprzyjacieluKlęsk zaodrzańskich odemścił połowę.Tyś dzisiaj orłem, a my twoją głowęDziecięcą strzygli.POPIEL (do siebie).  Ha, w czas przypomina!ZIEMOMYSŁ. Lecz czemuż boje król bez nas poczyna?Pół dnia spóźnilim.POPIEL (z szyderstwem).  O, a w tej połowie,Prawda? mógł zagrząść cios w Popiela głowie.Co? zgadłem? Widać każdemu z was w twarzy,Że bystro takie wynikłości waży.Mógł Popiel — ha, tak, ten dumny, zuchwały,Stojący nakształt granitowej skałyŚród waszych knowań, ten wilk na lękliwych,

Ten bies, trapiący sny u podejrzliwych,To słońce, w zdrady patrzące surowo,Ten zawieszony grom nad podłych głową,To wszystko, ho, tak, daliby bogowie,Mogło się zachwiać w tej jednej połowieDnia, albo smętnym trupem ledz na tarczy!O, cicho! Bladość wasza mi wystarczyZa słowa.WIESŁAW.  Królu, co ta mowa znaczy?POPIEL. To miecz Popiela lepiej wytłumaczy!Rycerze, patrzcie: to moi stryjowie,To bracia ojca mego — z wrogiem w zmowie!JAKSA. Co? my?POPIEL.  Bezduszni! Serca wam nie stało,By Popielowi w oczy spojrzeć śmiałoI miecz nań podnieść, jak nienawiść radzi!Nie, w borach za mną czekaliście bladzi,Z sercem złem, z trwogą w piersiach i na twarzyBacząc, którędy się dola przeważy?Teraz łaszeniem witacie zwycięzcę!Gady! Gdybyście ujrzeli mnie w klęsce,Bylibyście tu, jak kruki, zlecieli!WIESŁAW. Bogdajbyśmy na wiek tu pokamienieli,Jeśli to prawda!JAKSA.  Milcz, bracie Wiesławie!Tu mieczem trzeba końca dojść tej sprawie;Ja tę obelgę we krwi jego zmażę!POPIEL. A ja was, zdrajcy, powywieszać każę!JAKSA. (do rycerzy). Męże, świadkami czynię was zniewagi.Wkrótce się o nią zapyta miecz nagi,My cię w Kruszwicy znajdziem, zwierzu dziki!

POPIEL. Co? grożą buntem? A wy, nikczemniki,Jak pnie stoicie, słysząc o rokoszu?Miroszu, zbierz mi twój oddział, Miroszu.

Idź, dogoń zdrajców! Ha! ty stoisz jeszcze?Idź, bo ja rozkaz mieczem ci obwieszczę!MIROSZ. Bogi, wspierajcie moją głowę siwą!Królu!POPIEL.  Dlaczegoż ty w mą duszę mściwąWlewasz żar? Poco ty gniew budzisz we mnie?MIROSZ. Królu, ty strasznej rzeczy chcesz odemnieNasze plemiona, rody nasze, panie,Opuszczą ciebie, jeśli to się stanie.O, nie kładź tego na moje sumienie!POPIEL (chwytając miecz).Starcze, czy ciebie wabią grobu cienie?MIROSZ. Lepiej tam, królu, niż tu łamać prawa.Tam już przynajmniej nie zelży niesławaMirosza głowy, osiwiałej w boju.Niech inny skąpie dłoń w bratniej krwi zdrojuI prawa nasze niechaj łamią inni!Ci trzej stryjowie, co byli, niewinni.Na winnych jest wiec. Kogo mi tam wskażą,Dostanę, choćby był pod piekieł strażą.POPIEL. Słuchaj, ja nie chcę krwi szukać w twem łonie,Ja nie chcę, starcze! Idź!MIROSZ.   Ja wiecu bronię,Ty mnie nie strwożysz mieczem ani słowy.Wznieś miecz! Ja nie dbam, choćby piorunowyGniew twój mord zaniósł aż do moich progów.POPIEL (przebijając Mirosza).Idźże ty z twoim wiecem tam do bogów!Ja dla mej woli znajdę nowych ludzi.MIROSZ (konając). O, niech ci krew ta mścicielów nie budzi!

POPIEL (zasłuchuje się w sygnały, potem do rycerzy).Do boju! Czego stanęliście niemi?

Kto skonał, temu na pierś rzucą ziemiI płaczki w chatach zanucą mu żale,Wy zwyciężajcie tam lub gińcie w chwale!

ZIEMOWIT (wpatrując się w Mirosza).Starcze, niech duch twój na mnie teraz spłynie!Jak ty, za prawa i Ziemowit zginie.

POPIEL (oparty na mieczu patrzy ponuro w ziemię, potem ogląda miecz).Ileż krwi, starcze, było w twojem łonie!Już z niej w krwi wrogów myłem miecz i dłonieTak, że, zbudzony, tybyś sam przyklasnął...Czemuż ja widzę tę krew, gdyś ty zasnąłI nie wiesz, jak mię rana twoja boliW piersi?... O, straszna to igraszka doli!Co? Czy ty, trupem padając na ziemię,Twe życie na mnie zwaliłeś, jak brzemię,By mnie zgnieść? Twojej mogiły noc głucha...Nie, ona, starcze, nie śćmi mego ducha!Jam żyw — potężny! Przed chwilą tysiąceWiodłem za sobą na groty sterczące,Szerząc śmierć... Czemuż ty jeden się we mnieBudzisz i wołasz o życie daremnie,Gdy już się stało to, co już się stało?

Precz. ty, do pochwy z twoją smętną chwałą!

Dość! Wszak stryjowie moi, jak mróz chłodni,Stokroć się krwawszych dopuszczają zbrodniI są spokojni... mnie wiecznież w tę stronę

Będzie rwać serce, wpierw tak niezmącone?O, straszną duch mój wybrał sobie drogę!Zajdę — gdzie zajdę! — Wrócić już nie mogę!

Ha, czemuż z takim wystąpił oporem?...Dziękuj mi, starcze! Pod kata toporemByłbyś ty może skonał jako zbrodzień.Teraz cię będzie lud wspominał co dzień,Boś padł z mej ręki... lud, głów fala płocha,Co huczy, gdy wiatr, i krzykaczy kocha.Tyś padł, mnie za to naprzód krótsza droga.Wy chcecie ze mnie mieć martwego boga,Cień króla, błahe cacko waszej woli?...O, jam się zrodził do świetniejszej doli,Ja chcę! O, straszny wasz bóg; on nie spocznieAż wszystkie swoje sam spełni wyrocznie.

Zuchwałych zdepcę; dla łupu i sławyZapomni o tem wojownik, żem krwawy.Lud — mleko w żyłach ma ten lud oraczy...Jednak niech ich kto śród bitwy obaczy,Kiedy od chat swych odpędzają wroga,Gromowładnego w każdym ujrzy Boga.Lecz po zwycięstwie — a zawsze zwycięski —Szczęśliw powraca z wieścią wrażej klęskiDo pszczół, lub cichy na roli usiadaI żyje wieczór powieściami dziada,Jak krzew kaliny pieśniami słowika.Precz z tem! Mnie zgrozą ta cisza przenika! —Ona Mirosza co dnia we mnie zbudzi...

Ja krwawy, krwawych potrzebuję ludzi. (Zamyśla się.)CZORCZ (skradając się).Król sam — Zbigniewie, błogosław tej dobie!POPIEL (spostrzegając). Ktoś ty?CZORCZ.  Przyszedłem pokłonić się tobie,Królu. Ja jestem rycerzem, Sas z rodu;

Ale od dziecka śród twego naroduPrzebywam.POPIEL.  Z oczu widno ci, rycerzu,Że musisz wilcze serce mieć w puklerzu.CZORCZ. Świeżem zwycięstwem jeszcze wzrok mój płonie.Lecz, królu, ja tu z inną wieścią gonię:Lud oburzony śród pobojowiskaMówi o wiecu. Strzeż się, burza blizka!POPIEL. Gdzie oni?CZORCZ (pokazując na lewo). Patrz! Tam.

POPIEL.   Giń twą własną bronią!CZORCZ (konając). Szukaj ty sprawców — ja tylko ich dłonią!POPIEL. Skonał!... O bogi, patrzcie! Ludzie samiUczą mnie ręce hartować mordamiI krwią. Zatwardnij-że ty, serce, w łonieI nie jęcz, kiedy te żylaste dłonieBędą pracować dla królewskiej doliŻelazem!

Św. METODY.   Pokój ludziom dobrej woliI tobie, królu.POPIEL (wpatrując się w obu). Ktoście wy, młodzieńce?Ty szydzisz ze mnie, a dziewicze wieńceLepiejby tobie do lica przystały,Niż to szyderstwo. (Pokazując Czorcza.)Tam pojrzyj, zuchwały!To jest mój spokój!Św. METODY.   Tu trup? Wielki Boże!Upadł z twej ręki, i niewinny może?

POPIEL. O, nie; stryjowie na mnie go najęli.DYAKON. To ci książęta, co nas zabić chcieli.POPIEL. Oni was? To wy pewnie dla mnie macieJakąś wieść miłą? Opowiadaj, bracie!Św. METODY. Najpierw nam pozwól pogrzebać to ciało!Tam go Bóg sądzi; człowiek, jak przystało,Winien dla prochów serce mieć pamiętne.POPIEL. Ha, grzebcie!

POPIEL (poglądając na nich, do siebie).Dziwni! Lica mają smętne,A od ich spojrzeń serce, jak wosk, mięknie.Jak oni tego trupa grzebią pięknie!Jak ptacy, liście znoszą mu zieloneNa gniazdo.Św. METODY (zbliżając się). Królu, twe roznamiętnioneSerce na oślep przewala się w grzechy;A gdy ci smutno, nie wiesz, gdzie pociechy,Gdzie sobie szukać światła, które leczy.POPIEL. Światłem mi sława, troski miecz niweczy.Lecz skąd wy? Kto was do mnie tu przysyła?Św. METODY Mój Bóg.POPIEL.  Twój? Który? Jaka jego siła?Św. METODY Miłość u niego mądrością i siłą.POPIEL. Miłość?Św. METODY  A ziemia dlań córką jest miłą.POPIEL. Lecz ja chcę poznać moc jego ramienia.Coż on przysyła dla mnie?Św. METODY  Krzyż zbawieniaI spokój ducha tu i tam, w niebiosach.

POPIEL. Ha, twój Bóg ciernie ma na płowych włosachI kona we krwi blady. Moje bogi,Kiedy w niebieskie tam zadwonią rogi,To świat się deszczem piorunowym pali.Kto ma kij, jak ty, a nie miecz ze stali,Konającemu Bogu niech się kłania!Św. METODY. Jeszcze noc ducha twojego osłania,Lecz ja ci światła wymodlę u Pana.A litość? Powiedz, że ci litość znana,Powiedz, że znasz ją, bo tam człowiek zginie!POPIEL. Młodzieńcze, tobie łza po licu płynie;Kto cię z błaganiem przysłał do Popiela?Św. METODY. O panie, proszę o nieprzyjaciela!POPIEL. O stryjów?Św. METODY.  O, nie, proszę o rycerza,Którego żywcem lud spalić zamierza.Zlituj się, królu!POPIEL.  On się Harten zowie?Nie — tej objaty chcą nasi bogowie;On tak w Zaodrzu palił i mordował.Św. METODY. Ale Bóg ciebie przy życiu zachował...POPIEL. Milcz!

ŚWIERGOŃ.  Królu, burza zbiera się nad nami.Szczerb ranny mówi o wiecu z kmieciami,A za Miroszem utyskują rody.Św. METODY. (uderzając laską Świergonia).Podlcze, i ty śmiesz zasiewać niezgodyPomiędzy ludem a królem? O panie,Nie wierz mu, to jest gadziny sykanie,Z tego człowieka czart przemawia zdradny!Patrz, jaki on ma teraz wzrok szkaradny!

POPIEL (postrzegając Szczerba).Ha, ty w krwi?!SZCZERB  Królu, wkrótce do widzenia!Ja z ręki wroga — a ty od płomieniaZbrodni twych zginiesz — ty i twa rodzina!Już krew Mirosza w górze cię przeklina,Lecz wnet narodu krew przeklnie twą głowę...POPIEL. Ty klniesz mi, a tam niebo lazuroweSłońce ma dla mnie i mieć będzie zorze.Skonaj! To lepiej, bo ja byłbym możeI twą krew przelał!Św. METODY.  Twardy poganinie,Patrz, jak ty smucisz go w śmierci godzinie!

O starcze, weź mój krzyż! Kto z krzyżem kona,Temu Bóg niebo otwiera.

Św. METODY (patrząc w niebo).  ZbawionaDusza tam przed swym Zbawicielem stoi.Pójdźmy umarłych grzebać, bracia moi!

OKRZYK ZA SCENĄ.Chwała królowi!JAROSZ.  Tu król, tu nasz miły!KRAKSA. Niech się tak wszystkim otworzą mogiły,Którzy stawiają woli twojej opór!

JAROSZ. Porucz nam jeno na tych kmieci topór!

ŻÓRAW. Za Odrę, królu!ZAODRZANIE.  Za Odrę!POPIEL.  Nie pora —ŻÓRAW. Niemcy złamani —POPIEL.  O, ludzka złość skora —Już nam inaczej wypadają drogi.ŻÓRAW. Do trzech dni, królu, oręż złożą wrogi.O, pójdź, bądź zbawcą i panuj nad nami!POPIEL. Żórawiu, ja się zakląłem pójść z wamiI pójdę... Popiel przysiędze nie skłamie!Lecz u mnie w domu, jak w podziemnej jamie,Rośnie pleśń... Słuchaj, kmieć drwi z mojej woli...ŻÓRAW. Kmieć z nami! O, pójdź!POPIEL.  Podły ród od roliPowstaje i śmie drwić z mojego słowa!RYCERZE. Na nich!ŻÓRAW.  Kmieć nie drwi, jeno zwyczaj chowaZostaw mu —RYCERZE.  Na nich!POPIEL.  Wiec — bunt!RYCERZE.  Dobądź stali!POPIEL. Stryjowie zbójcę na mnie dziś nasłali —Ha! A tam w ręku ma kmieć moją żonę.RYCERZE. Na nich!POPIEL.  Żórawiu, a ty w którą stronę?Ja tu liczyłem najwięcej na ciebie.ŻÓRAW. W przepaść ty, królu, wiedziesz mnie i siebie.(Odchodzą.)

KMIEĆ Z DZIELNICY MIROSZA.Kruszwicka naprzód; my przy niej sieroty.Zginął nasz ojciec, wojewoda złoty; —Teraz nam jakiś ojczym się dostanie.

Z DZIELNICY SZCZERBA.U nas ten będzie, kogo wiecowanieZgodnie powoła na obłaść szczerbową;Inaczej dworzec spalim mu nad głową.

Z DZIELNICY KRASKI.I zbudujecie nowy z własną szkodą.Z DZIELNICY SZCZERBA.Alboż my mieli Kraskę wojewodą?Nas, bracie, Kraska nie uczył pokory!

Z DZIELNICY MIROSZA.Zgoda! Na później odłóżcie te spory!Tam obóz króla straszne rzeczy wróży.

KMIEĆ KRUSZWICKI.To na nas. Szczęśliw, kto z dzisiejszej burzyDo swojej strzechy wróci z głową całą.Jak krucy, zewsząd rycerstwo zleciało;Z królem się niby wybiera na wojnę,A nasze chaty napada spokojne,Zabiera bydło, chleb; gdy się kto żali,To mu nad głową ostrzeszek zapali,I z śmiechem sobie do obozu wraca.

Z DZIELNICY MIROSZA.Ach, tak i u nas przepadała praca.

STARY KMIEĆ.Gdzie Piast?KMIEĆ KRUSZWICKI. Rozmawiał groźno coś z Gniewoszem.STARY KMIEĆ.Ha, wiem. Stryj Zbigniew chce, by go rokoszemNa sądy wezwać do naszej stolicy.

Z DZIELNICY SZCZERBA.Lis! Niemca wiernik! Ale wy, z Kruszwicy,Powiedzcie wy nam, jak sąsiadom, szczerze,Skąd się u Piasta taka mądrość bierze?

STARY KMIEĆ.On coś z bogami ma; wiedzą to ludzie.Ale sam stary milczy o tym cudzieI nie rad, gdy go wynoszą nad kmiecieLat temu wiele, pomnę, było w lecie:Syna postrzygał Piast, a był ubogi,A tu w gościnę zebrał się lud mnogi.Piast niesie, co ma i w szpichrzu i w chacie;Już i ostatki wyniesiono, bracie —Wtem wchodzą jacyś dwaj i proszą chleba.Lud poznał, że to białe duchy z nieba,Ale Piast, mimo ich słów i jasności,Powiódł ich za stół, jak zwyczajnych gości.Co z nimi mówił? różnie powiadano.Goście synowi jego dali miano;Lecz wtem Rzepicha wchodzi i do PiastaRzepce, że cudem w komorze narastaMiód w stągwiach, a chleb na półkach się mnoży„Rozdajmyż ludziom dobrym ten chleb boży!“ —Rzekł Piast.KMIEĆ.  A duchy?

STARY KMIEĆ.  Znikły gdzieś bez wieści.Ale Piast u nas żyje w wielkiej cześci,Bo miły bogom jest i ludziom szczodry.A już i syn mu wsławił się u Odry.

Z DZIELNICY MIROSZA.Wiemy. Lecz, ot, jest, czego nam potrzeba!Ojciec Piast z miodem i z podarkiem chleba.

PIAST. Bogowie z wami! Witaj, wierna rzeszo!A licznie, aż się oczy wami cieszą!O, dobrze jeszcze stoi z prawem kmiecem.Zawiecujemy sobie starym wiecem,Bez mieczów, bez dzid. Tak obyczaj każe.Niech przyjdą, niechaj widzą, jak włodarzeMiłują prawo, co im przynależy!I pod to prawo króla i rycerzyMusim znów, bracia, skuć żelazną wolą.Kmieć wspólnie z nimi radził kraju doląI z dawna równe miewaliśmy prawa;A u sąsiadów wieców naszych sławaPomna mogiłom pokoleń bez liku.

Z DZIELNICY SZCZERBA.Mówcież nam o tem!PIAST.  Jest na mogilnikuLecha głaz szary na górze u Gniezna.Niech pójdzie, kto z was głazu tego nie zna,I niech tam spyta za lechową sławą,Bo stamtąd, bracia, idzie nasze prawo!Ziemie te były zamieszkane z rzadka;Tu, owdzie tylko szałas albo chatka,Stały śród bujnych niw i rozpierzchnionyLud pasł tu trzody lub orał zagonyBez praw, jak komu najlepiej się zdało.Ale się możnym bogom podobało,Aby ten naród wielką jaśniał sławą,I w śnie Lechowi rzekli: „Daj im prawo!“...Lech zaś, wypełnić słowa boże skory,Szedł tu z daleka i zabłądził w bory,Gdzie znalazł matkę białą i orlęta.Poznał więc, że tu szle go wola święta,I gród zbudował i z ludem się zbratał,

Z córkami kmieci rycerzy poswatał,Czynił objaty bogom, a na poleZbierał lud, by tam rozważał swą dolęI zawsze wiedział, co mu czynić trzebaTak szło od Lecha, tak zrządziły nieba:Kto nas odstąpi, ten bogów znieważy.

STARY KMIEĆ. Więc zaczynajmy, niech Piast gospodarzy

KMIECIE. Piast! — PiastPIAST (do siebie).  Ha! już czas.(Usuwając się z wieszczkiem nieco od rzeszy).O, westchnij do bogów,Mężu, bo ja stąd do domowych progówJuż nie powrócę! Patrz, tam król się zbroi!Trzeba nauczyć ten lud, jak się stoiPrzy prawach i jak umiera się za nie —Tu się zakończy krwią to wiecowanie.WIESZCZEK. Co? Ty chcesz?...PIAST.  Cicho! Nie płosz mi gołębi! —Patrzaj, jak płoną! Jedno słowo zziębiCzasem rzecz świętą, co się w łonach waży.Dziś w nocy śnili mi się nasi starzyI Szczerb i Mirosz. Znać, im tam potrzebaJeszcze i Piasta na świadka do nieba.WIESZCZEK. Idę do gontyn. (Odchodzi.)

PIAST (do kmieci).  No, na rogów granie:„Górą cześć kmieca!“KMIECIE.  Górą wiecowanie!

POPIEL. Co to jest? Czego lud wyciągnął w pole?

Czy już zimują i trzody i role,Że wałęsacie się tu, jak gawrony?PIAST (podając chleb).Chlebem i miodem bądź nam pozdrowionyTo jest wiec, królu. Więc, jak zwyczaj każe,Odpasz miecz i siądź między gospodarze,A zawiecujem, jak dawniej bywało!POPIEL. To jest wiec? I ty śmiesz mi tak zuchwałoMówić o wiecu? Precz mi z temi dary!Do ziemi czołem, buntowniku stary,Albo wam błysną miecze i topory!

Z DZIELNICY MIROSZA (występując).Gdzie Mirosz?Z DZIELNICY SZCZERBA.Patrzcie, jaki do krwi skory!Z DZIELNICY KRUSZWICKIEJ.A o ziem cisnął i chlebem i miodem!DRUGI (do chorążego).Do góry znakiem! Niechaj nad narodemKmiecym powiewa niespożytą chwałą!POPIEL (do świty). Tnijcie ten motłoch!PIAST (zastępując drogę).  Tnijcie — i dłoń białąSkalajcie w bratniej krwi bezbronnej rzeszy!POPIEL (dobywając miecza).Co? ja mam począć? Z was nikt nie pospieszy?BRONA (zastępując). Królu, to czysty lud, nie podnoś broni!Nigdy nie zlała krew tej świętej błoni.ŻÓRAW. Na twoich stryjów każ uderzyć, panie!Lecz tu ciąć?... Królu, tu nam serc nie stanie!

POPIEL (ze wzgardą).To precz, niech twoje Zaodrze przepada!ŻÓRAW (zakrywając oczy).Nie patrzcież oczy, gdzie ręka cios zada!PIAST (chwytając go za rękę).Stój, Zaodrzanie! Jeszcze krótkie słowo.Królu, ty nie wiesz, że z wolą wiecowąPodetniesz naród, jak dąb u korzenia.Zlicz, w ile rodów on się rozramienia!Zlicz, ile plemion trzyma wiecu wola!Wiecem tu stoi nasza i twa dola.Więc, jeśli serca dla nas nie masz w łonie,Pomnij, że rodów i plemion twe dłonieNie utrzymają potem żadną siłą!POPIEL. Do stryjów przejdą?.. Teraz się odkryłoLico twe, zdrajco! Wy z stryjami w zmowie!PIAST. My bronim swego — zdrajcami stryjowie.POPIEL. Precz, zdrajco! Hańbę ciskam tobie w oczy.PIAST. Patrz, a ta hańba na ciebie się toczy,Bo w przepaść naród rwiesz sercem zuchwałem!Ja ze stryjami żadnych rad nie miałem,Ja gardzę nimi i takiej podłościNawetbym na próg nie dopuścił w gości.Toż mi nie wieszaj zdrad na siwej głowie!Jam czysty — ale tam wiedzą bogowie,W jakiej pamięci ty staniesz u ludzi.Już krew Mirosza ręce twoje brudzi...POPIEL (podnosząc miecz).Ha! dość!... (po chwili).Idź do dom — idź, starcze, w pokoju!Twój syn mi życie uratował w boju —Ależ ja tobie ten dzień płacę drogo.PIAST. I chcą — i serca zepsuć ci nie mogą,Nie mogą wszystkiej krwi zatruć ci w łonie.Miałbyś ty czyste, jak u dziecka, dłonie,

Gdyby nie obcych złość i podżeganie.Niegdyś ty nasz wiec miłowałeś, panie;Dumny — lecz prawym słodką duma taka,Bo czuć w niej duszę lechowego ptaka,Ale nieszczęsna powiodła cię dolaW kraj, gdzie przekleństwa, gwałty i niewola.Tam struli-ć ducha, tam dali ci żonę,By podżegała twe roznamiętnioneSerce, a rękę twą uczyła chłostać.A wiesz, dlaczego? Nie mogą ci sprostaćZostającemu w zgodzie z plemionami.To ród, co wiecznie z gotowymi kłamiCzyha na krwawe sąsiadów niezgody.Ty brniesz w ich sidła, zapaleniec młody,A on na ciebie jarzmo potem wtłoczy...POPIEL. W jakąż to przepaść patrzą moje oczy?!Dałyż starcowi temu przejrzeć bogi?On widzi, a ja ślepy?... Karmię wrogi!Karmię krwią moją i tulę do łona!...O, zakamieniej serce! Moja żona!...Jeśli to prawda — słuchaj, kmiecy synu,Ja jestem zdolen okropnego czynu!.. (Zamyśla się.((Zamyśla się.)

POPIEL (postrzegając Rycerza).Co niesiesz?RYCERZ  Królu, wesoła nowina:Królowa pani powiła wam syna.POPIEL. Syna! Mnie?... Bogi chwały wiekuistej!Czyżby wy, święci, weszli w dom nieczystyZ taką radością, z takiemi promienie?!O matko, przebacz ojcu podejrzenieKrólewskie! (Do Piasta.)Piaście, żmijo ty kłamliwa,Giń i przepadaj!PIAST (odsłaniając pierś). Tnij, niech się dolewaCzara twych zbrodni!

WIESZCZEK (do króla).  Stój! Piast niebu miły.Możne go ręce bogów zasłoniły;Stój, lub się lękaj niebieskiego gromu!POPIEL (do świty). Tnijcie ich! Bogi teraz u mnie — w domu!

Comments

Loading comments…